wtorek, 14 lutego 2023

Walentynki w Hotelu Marzenie.

 

Walentynki w Hotelu Marzenie




Tym razem gospodyni była pewna, że zaproszenie okraszone czerwonym serduszkiem i zapowiedzią wielu walentynkowych niespodzianek będzie przyjęte przez każdą osobę, do której trafi. Bo przecież każda kobieta marzy o swoich cudownych, romantycznych walentynkach, ale panowie uważają ten dzień za zwyczajny...

- Ech… - westchnęła ciężko Magda i ruszyła do holu, gdzie, jak ją już poinformowano, czekają na nią zaproszone panie.

A przed recepcją zrobiło się gwarno. Wszystkie panie znały się z Facebooka, choć dla wielu było to pierwsze spotkanie, inne głośno wspominały sabat, który odbył się kilka miesięcy wcześniej.

- Moje kochane! Jak miło was widzieć takie radosne! – ucieszyła się Magda – Zapraszam Was teraz do moich gościnnych pokoi. Będziecie miały chwilę dla siebie, żeby przygotować się do naszej zabawy. Zróbcie się na bóstwa, może będzie szansa zawrócić komuś w głowie. – Mrugnęła do swoich gości i z tajemniczym uśmiechem pozwoliła lokajom zaprowadzić zaproszone kobiety do walentynkowych pokoi.

Sama wróciła do swojego prywatnego azylu, siadła przed lustrem i natychmiast zaczęła się stroić we wcześniej przygotowany strój. Zwiewna sukienka była tak lekka, że niemal nie czuła jej na sobie, dekolt ozdobił piękny błyszczący wisiorek, na rękę zapięła bransoletkę. Poprawiła lekko fryzurę, założyła kolczyki i romantyczny kapelusz, który pięknie pasował do sukienki.

Jeszcze tylko identyfikator, bo dziś, każda z pań będzie Kotkiem, Misiem, Skarbeńkiem lub innym Kochaniem.

Tego dnia chciała osobiście witać koleżanki, bo i okazja była wyjątkowa. Sala balowa zmieniła się w wielki salon z mnóstwem wygodnych kanap i foteli, na których leżały serduszkowce poduszki w różnych kolorach czerwieni i różu, a czasami między nimi nieśmiało wychylał się pluszowy Walentynowy miś. Małe stoliki przygotowane na gości czekały zastawione romantyczną zastawą, wokół której leżały pachnące płatki róż. Wokół unosiła się romantyczna muzyka Leonarda Cohena „Dance Me to the End of Love”

- Idealnie! – Aż klasnęła w dłonie z zachwytu i w tym samym momencie usłyszała, że zbliżają się pierwsze panie.

Gdy pierwsza przekroczyła próg salonu, aż wstrzymała oddech. Jej kwiecista, kolorowa sukienka wykończona była falbanką, do tego cieliste, delikatne pończochy i szpilki, nie za wysokie, żeby nie zabić się przy okazji, a noga wyglądała na smuklejszą i bardziej ponętną. Burza loków na głowie i kolczyki w uszach z kwiatowym motywem dopełniały całości.

- Misiu. – Gospodyni odczytała jej romantyczne imię na plakietce – Wyglądasz bajecznie.

Tuż za nią stała ubrana w czerwoną koronkową suknię ze złotą nitką, długą, opiętą z rozporkiem z boku i dekoltem. Przez tę koronkę prześwitywała czarna bielizna, taka koronkowa z siateczką i miękkim biustonoszem. Do tego pończochy z pasem, było całkiem sexi. A całości dopełniała czerwona podwiązka.

- WOW! Perełeczko! Wyglądasz zjawiskowo! – pochwaliła gospodyni.

Trzecią osobą była zadziorna „Sweety”, ubrana w bordową dopasowaną sukienkę przed kolana, bez rękawów, z obramówką na szyi. Do tego czarne, długie, skórzane - za kolano kozaki na ogromnej dziesięcio centymetrowej szpilce. A pod sukienka czarna koronkowa bielizna.

- Wampirzyca. – pomyślała Gospodyni, ale uśmiechnęła się tylko zadowolona, że panie tak idealnie wyczuły jej intencje. Tu w Hotelu Marzeń, zawsze każdy mógł być sobą.

 - Rozgośćcie się – zapraszała. Jeśli macie życzenia, co do muzyki, która powinna uzupełniać nasz nastrój, to oczywiście możecie szepnąć lokajom, natychmiast spełnią wasze życzenia.

- O matko! – zdążyłam? – Zapytała przestraszona, że zbyt długo się szykowała.

- Jesteś na czas, „Prosiaczku Ty mój jedyny” – zaśmiała się gospodyni.

- Całe szczęście. - Poprawiła dopasowaną czarną sukienkę z głębokim wycięciem na plecach, i rozcięciem z przodu, spod którego przy każdym kroku ukazywała się koronkowa góra pończoszek. Bordowe szpileczki na bardzo cieniutkim obcasie idealnie zgrywały się kolorem do koszuli, którą tego wieczoru ubrałby jej mąż.

- Pięknie wyglądasz! – pochwaliła Perełeczka. – A co masz pod spodem? – szepnęła – Równie sexi jak to?

- Bielizny w ten wyjątkowy wieczór nie zakładam, bo i po co. – Wzruszyła ramionami „Prosiaczek”. - Wiem, że i tym razem dostanę prezent od męża. Czym mnie zaskoczy? Ostatnio podarował mi satynowe, szmaragdowe body, z cudownie rozkloszowanymi, koronkowymi rękawkami. Wie, czym sprawi mi i sobie przyjemność. Tym razem liczę na coś równie emocjonującego – uśmiechnęła się i sięgnęła po kieliszek szampana.

- No wariatka! – zaśmiała się Sweety.

Ledwo zdążyły zamienić kilka słów, a już pojawiły się kolejne zaproszone panie.

 - „Skarbeńku” – Gospodyni przywitała, ubraną w czerwoną dopasowaną sukienkę ledwo kończąca się za tyłkiem. Do tego czarne pończochy samonośne z delikatnym wzorkiem wzdłuż nogi. Na stopach miała wysokie czarne szpilki na platformie. Włosy zaplecione w finezyjny kok, dzięki któremu cała postać wydawała się wyższa i jeszcze bardziej smukła.

Wszystkim poprawiał się nastrój, gdy przekraczały próg salonu. Choć początkowo uważały, że ich stroje są może zbyt wyzywające, nie na miejscu, czy może będą się wyróżniać z tłumu, to szybko zrozumiały, że trafiły idealnie. Tego dnia miały odkryć całą swoją romantyczną, ale też i drapieżną sexi stronę.


- Moje drogie, zanim rozgościmy się na całego, powiedzcie mi, jaki prezent chciałybyście dostać na walentynki? Liczę na coś niegrzecznego. – uśmiechnęła się do swoich gości.

- Ja bym chciała bransoletkę – westchnęła „Kwiatuszek” ubrana w czarną welurową sukienkę z dekoltem na plecach, całość dopełniały błyszczące pończoszki i wysokie czerwone szpili – A mojemu ukochanemu podaruję też bransoletki, ale wiecie – zaśmiała się - Takie, żeby później przydały się w zabawach łóżkowych.

- Mi wystarczą kwiatki – oświadczyła z wielką powagą „Perełka” ubrana w czarną obcisłą kieckę, a do tego czerwone szpilki – A siebie w całości podaruję partnerowi jako deser. – dodała z uroczym uśmiechem.

- Przewiążesz się szarfą, żeby mógł rozpakować ten prezent? – zapytała „Pieseczek”

- Nie. Mam śliczną koronkową bieliznę, może na wieczór zmienię na taką jadalną… A Ty Pieseczku, co podarujesz ukochanemu?  

 - Ale myślę, że idealnym prezentem dla naszej dwójki byłby wieczór tylko we dwoje, może być to restauracja i po kolacji spacer i może kino… - rozmarzyła się – Wiecie, tyle lat jesteśmy razem i zawsze towarzyszył nam syn, a potem drugi… Chciałoby się być razem.

- No w takim stroju to na pewno go skusisz. Sexi ten twój czerwony kombinezon – Pochwaliła Misiu – Nie to, co dres.

- Uznałam, że tak będzie super. – Pieseczek pogładziła gorsetową górę z cekinami, dół był gładki, ale zwiewny i dodający kobiecości, w pasie na boku kokarda. Do tego czarne czółenka na słupku 7 cm.

 - A ty, Serce Ty Moje? – zapytała gospodyni ubraną w zwiewną turkusową sukienkę z dekoltem w stylu hiszpańskim. Dekolt idealny, bo może kusić, ale też przywodzić na myśl elegancję i skromność. Do tego szpilki oraz paznokcie w kolorze krwistej czerwieni.

- O, tu widzę masaż relaksacyjny. W pięknie przystrojonym pokoju, z przygaszonym światłem i przy akompaniamencie nastrojowej muzyki. – westchnęła rozmarzona.

- Z masażystą, czy masażystką? – dopytywała Skarbeniek

- Uznajmy to pytanie za retoryczne. – ucięła Serce Ty moje.

- Teraz zapraszam was na wymarzoną kolację. Tylko musicie mi powiedzieć, co przygotować?

- Kolacja ... – westchnęła Sweety - Drewniany domek, położony z niesamowitym widokiem na góry, ale także górskie jezioro. Taras w różnych kwiatach i lampkami przystrojony. Do picia różowe półsłodkie wino. Do jedzenia ... paella z owocami morza, kurczak po indyjsku. Deser czekoladowe founde, ciasto z bezy z owocami.

- Pojechała po bandzie – podsumowała Perełeczka – My pójdziemy do naszej knajpki na osiedlu. Tam zawsze jest super nastrój i pyszne jedzonko. Będzie magicznie. Zamówimy czerwone wino, pyszne kulki ziemniaczane i kotleciki z kurczaka w owocowym sosie, do tego sałatka z owocami. Deser też będzie, szarlotka na gorąco z lodami, dobra kawa. W domku otworzymy różowego szampana, który działa na mnie jak najlepszy afrodyzjak i będę się czuła jak Anastasia Steele z 50 twarzy Greya.

 - Skarbeńku, a ty? – zapytała gospodyni

- Idziemy do małej, przytulnej restauracji, gdzie jest nastrojowe oświetlenie, a każdy stolik ma wydzielone miejsce, oddzielony od innych, tak by dawać prywatność. Przy małym stoliku, na którym stoi bukiecik z czerwonych róż, a do uszu dobiega muzyka pozwalająca na swobodną rozmowę. Na talerzu lądują przystawki, które zręcznie można zjeść palcami. Następnie danie główne, podane, by zaspokoić głód, jest to solidna porcja włoskiego dania. Do tego białe musujące wino. Na koniec deser owocowo lodowy. Wszystko to podane przy świecach, w miejscu, gdzie mimo tłumów można odnaleźć odseparowanie od reszty.

- Mnie się marzy kolacja w klimatycznej, hotelowej restauracji. – Wtrąciła „Prosiaczek Ty mój” nie czekając na pytanie od gospodyni - Czekając, aż kelner zaprowadzi nas do naszego stolika, zostajemy poczęstowani kieliszkiem dobrego prosecco, którego subtelne bąbelki i finezyjny, owocowy smak delikatnie pieści nasze podniebienie. Na przystawkę zamawiamy ostrygi Rockefellera, pieczone ze szpinakiem, selerem naciowym i bułką tartą oraz dla mnie ceviche z chilli i cytrusami. Do tego białe wino pinot grigo. Danie główne: ja zamawiam makaron aglio e olio z lubczykiem, a mąż filet mignon glazurze i pieczone pomidorki koktajlowe. Do popicia prosimy o prosecco. Na deser mamy podane Brownie z apetycznie lejącym się słonym karmelem i mus czekoladowy z likierem Chartreuse. Kelner proponuje nam sherry pedro ximenez i hiszpańską Brandy de Jerez. To będzie niesamowita uczta dla podniebienia.


 - To teraz muszę popytać te osoby, które się ukrywają – uśmiechnęła się Koteczek – Jak wygląda Idealna sypialnia? Może ty Kochanie? – zwróciła się do ubranej w długą dopasowaną sukienkę z lejącego się materiału w kolorze burgund, dekolt miała w kształcie litery V, bez rękawów, z rozcięciem odsłaniającym nogę aż do koronki cielistych pończoch. A pod sukienką czarna koronkowa bielizna. Do tego niewysokie delikatne szpileczki z odkrytymi palcami w czarnym kolorze.

- No tak… wiedziałam, że jak będzie takie pytanie, to padnie na mnie – westchnęła Kochanie – No dobra, na Walentynki wyobrażam sobie ogromne łoże z jedwabną pościelą w czerwone róże na białym tle, w tle sączy się romantyczna muzyka, a sypialnię oświetlają czerwone świece o różanym zapachu.

 - A ty Kochany Loczku? – zapytała ubraną w czarną sukienkę i wysokie buty młodą kobietę. Burza loków na jej głowie nie pozwalała pomylić jej z nikim innym.

- Idealna sypialnia to duże łóżko, świece kwiaty, płatki róż. Może afrodyzjak?? Myślę, że będzie to, jeśli partner zauważy moje potrzeby, przytulenie, miłe słowa, muzyka…

- I kto tu jeszcze nic nie mówił? – Kotek przyglądała się gościom – Kicia! – Natychmiast wyłapała odzianą w piękną sukienkę; na górze z koronki w kolorze miętowym z krótkim rękawkiem, a dół w bordowym odcieniu. Dół sukienki jest rozkloszowany. Długość też idealna, bo sięga przed kolana. Do tego czarne, klasyczne szpilki i torebka kopertowa, również w kolorze czarnym. Paznokcie błyszczą w czerwonym kolorze, a biżuteria w odcieniu czerwieni dopełnia romantycznej całości.

- Światło w sypialni musi być przygaszone, wszędzie gdzie możliwe są zapalone świece. Z oddali słychać muzykę. Łóżko jest przykryte narzutą, a na łóżku leży bukiet róż. Na podłodze rozsypane są płatki kwiatów. W powietrzu unosi się kwiatowy i romantyczny zapach.

- O tak! Z pewnością pełna przeróżnych palących się, zapachowych świec. Jest nastrój, a do tego piękny zapach. Przygaszone światło, jedwabna, chłodna pościel, no i ON. – wtórowała Misiu. – I do tego muzyka… Może być Paula Abdul -"Rush,Rush", albo Roxette -"It must have been love","Listen to you heart", Laura Pausini -"It's not goodbye"

- Ja bym dorzuciła kal ho na ho – instrumentalnie – dodała Sweety

- Uwielbiamy utwór Dawida Kwiatkowskiego „Proste” i „Weź, nie pytaj” Pawła Domagały. – rozmarzyła się Kicia.

- Dla mnie może być disco polo. Wyglądasz idealnie/Skolim – dorzuciła Kwiatuszek.


- A może jakiś film? – zapytała Kochanie – dla mnie może być "Zatańcz ze mną" w którym występują Richard Gere i Jennifer Lopez.

 - Uwielbiam Dirty Dancing – rozmarzyła się Perełka

- Też mam do niego słabość – westchnęła „Serce Ty Moje”

- Dla mnie „Zakochany kundel” - bajka, bo uwielbiam stare bajki – zaśmiała się Pieseczek

- „Czas na miłość” – dorzuciła jeszcze „Skarbeniek” - film, w którym główny bohater może cofać się w czasie i tak wiele razy poznaje jedną miłość i musi zrobić wszystko, by ta się w nim zakochała. Szalona historia, która nie kończy się wraz z dojściem do ołtarza. Jest też pamiętnik, gdzie dwoje staruszków opowiada historie swojej pięknej miłości, która nie była łatwa.

- A może namieszamy troszkę afrodyzjaków? – zaproponowała Misiu – Tylko ja się na tym nie znam… Na mnie jak afrodyzjak działa zapach... Uwielbiam dobre, męskie perfumy, które potrafią oczarować moje zmysły niekiedy bardziej niż ich właściciel. Delikatne, subtelne a zarazem bardzo męskie nuty działają na moją wyobraźnię.

- Na mnie tak działają łaskotki – zaśmiała się Kwiatuszek – Tylko nie pytajcie gdzie, bo nie powiem.

- Jak afrodyzjak działa na mnie mój mąż – Przyznała „Prosiaczku Ty mój” – który z lekkim zarostem, spryskany perfumami od Armaniego, podchodzi do mnie i z czułością muska mnie po szyi, subtelnie obejmuje za plecy lub nieco mocniej za talię, zastanawiam się, co bym czuła gdyby w sypialni dotknął mnie nieco mocniej. Moja wyobraźnia pracuje na pełnych obrotach, a ja odczuwam zmysłową przyjemność. Jeszcze gdy ma ubrane te jego pasiaste skarpetki, one w połączeniu z dotykiem potrafią mnie rozpalić do granic wytrzymałości.

- Romantyczny wieczór w sypialni we dwoje to odpowiednia chwila, aby włączyć nastrojową muzykę, zapalić świece, wino i kieliszki. – Westchnęła Kotek - No i ja w koronkowej bieliźnie, na którą narzucę dłuższą białą koszulę…  

- Sexi ubranie? – zastanowiła się Skarbeniek –  Czyli dla faceta najlepiej bez, a dla mnie strój z czarną maską i obcisłym gorsetem.

- Czarna albo czerwona koronkowa bielizna, pończochy i szpilki – dodała „Kochany Loczek”.

- Tak, tak. Bezwarunkowo sexi koszulka koronkowa czerwona – Przyklasnęła Perełka

- Koronkowa, czerwona bielizna. A na to rozpinana na guziki sukienka, którą w łatwy sposób można ściągnąć. – dodała Kicia

- A gdyby tak znaleźć się na miejscu jakiejś bohaterki romantycznej? – zapytała  Kochanie – Ja byłabym Scarlett O’Hara z „Przeminęło z wiatrem”

- Zawsze chciałam być na miejscu bohaterki filmowej czy literackiej, która przebiera w facetach.  – rozmarzyła się Skarbeniek – Takiej, za którą obracają się męskie głowy i zawieszają na dłużej spojrzenia. Bo to zupełnie nierealna życiowo i fikcyjna sytuacja. Być na moment w centrum męskich spojrzeń, a może i pragnień?- rozmarzyła się.

- Rose z Titanica – ale bez tragicznego finału, albo Baby z Dirty Dancing – dodała Sweety.

- Moim numerem jeden jest film „Pretty woman"  - westchnęła rozmarzona Misiu - I chciałam spotkać taką miłość, jak w filmie. Nie żeby marzyła mi się kariera prostytutki, ale chciałabym przeżyć taką miłość i przygodę, jak główna bohaterka.

- Ja chętnie jeden dzień spędziłabym jako Leontyna Rapacka z "Warszawianki" Idy Żmiejewskiej – Oświadczyła „Serce Ty Moje”.

 - Amélie Poulain to największa marzycielka spośród wszystkich znanych nam filmowych bohaterek. – Tajemniczo uśmiechała się „Prosiaczku Ty Mój”. - Ma w sobie niezwykłe pokłady wrażliwości i ogromną chęć nieustannej, bezwarunkowej pomocy innym. I chociaż czasem bywa nieco zagubiona, zawsze stara się odnaleźć pozytywne aspekty życia. Dąży do własnego szczęścia, ale nie za wszelką cenę.

- Moim takim romantycznym marzeniem jest jeden dzień tylko we dwoje, bez innych, bez pośpiechu. Śniadanie do łóżka, długi spacer, obiad w restauracji, a po nim pyszna kawa z deserem. Później jakiś film, a dalej..... to wykropkujmy – westchnęła Kotek – Co myślicie? Macie takie jedno cudowne marzenie?

- Tak… – wyrwała się pierwsza Perełka – Wyjazd we dwoje daleko tam kto nikt mnie nie zna. Może być Paryż, bardzo długi spacer...

- Wyjazd zimą we dwoje do ciepłych krajów, jakieś Malediwy, albo Seszele – poprawiła Pieseczek.

- „To możliwość spełniania marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące”. Jak pisał Paulo Coelho. – „Prosiaczku Ty Mój” była rozmarzona. - Dziś chciałabym przespacerować się brzegiem morza, usiąść na piasku z lampką wina i w objęciach ukochanego obejrzeć zachód słońca. Przy blasku księżyca wejść na golaska do wody, a później niespiesznie kochać się na plaży. Tak między nami, to rewelacyjne uczucie.

- Szkoda, że tylko jedno marzenie można dziś spełnić. – westchnęła ciężko Kicia – Moim romantycznym marzeniem jest ogromny na całą ścianę regał na książki. I oczywiście książki, tak abym wieczorami mogła zaczytać się w historiach bohaterów, nie tylko romantycznych. A takim bardziej realnym marzeniem jest spędzić miło ten wieczór z innymi gośćmi w Hotelu Marzenie.

- O i to jest myśl. – podtrzymała Kotek – Panowie nie lubią tego święta, więc urządzimy je dla siebie. Co byście chciały przeżyć tego dnia? . Będzie wino, będą słodycze. Obejrzymy filmy te romantyczne i te ociekające krwią. Mnóstwo rozmów, śmiechu, kwiatów jako podarki. Może też razem stworzymy coś kreatywnego.

 - Ja chcę iść na całość – oświadczyła Kochanie, której już bąbelki zaczęły uderzać do głowy – Na taki babski wieczór to występ Chipendelsów, różne konkursy jak na przykład: na najlepszą stylizację, opowieść z dreszczykiem lub humorem, wyścigi na miotłach i wieczór rozpusty ze słodkościami.

- Można grać w butelkę i rozbieranego – dodała Kwiatuszek.

- Bez facetów? Mało śmieszne – zaoponowała „Serce Ty moje” - Na pewno zabrałabym was do spa, byśmy mogły zrelaksować się (masaż, jaccuzi). W końcu odrobinę luksusu należy zażywać dla lepszego samopoczucia. Po relaksie poszłybyśmy na kolację, którą zakończyłybyśmy imprezą muzyczną.

- A potem muzyka i tańce – może jakaś nauka tańców, wróżby walentynkowe – karteczki z męskimi imionami wyciągamy z koszyczka i czytamy, ale wpierw jabłkiem kręcimy – na tym imieniu, gdzie zatrzyma się jabłko – to będzie nasz przyszły ukochany, zapalenie świecy w ciemnym pokoju i obserwowanie jej – chwieje się – Twój ukochany wyjedzie; wiruje – uważaj, bo ktoś chce odebrać Ci partnera; jest niestabilny – przed Tobą wiele miłosnych upadków i wzlotów; jest duży i jasny – przed Tobą wielka miłość z kimś, kogo jeszcze nie znasz. Gra w butelkę na wesoło – wypicie jednego drinka, zaśpiewanie czegoś, opowiedzenie pikantnego szczegółu z sypialni albo też zabawnego...

- Taki babski wieczór… - zamyśliła się „Kochany Loczek” - Spytałabym, co która ma ochotę zrobić i albo dyskoteka, albo w domu pizza, albo same byśmy coś ugotowały w piżamach, nawet żeby było śmiesznie i każda czuła się swobodnie i wesoło.

Widzę, że pomysłów nie brakuje – Ucieszyła się gospodyni – Wszystkie wasze życzenia będą spełnione, słodkości, drinki, tańce, a nawet mam coś dla niepokornych – mrugnęła do Kochanie – A jeśli któraś chce spędzić resztę wieczoru z partnerem, to oczywiście wasze wymarzone sypialnie są gotowe. Bawmy się zatem! Niech zaszumi w waszych głowach miłość!  

 

KONIEC                   



Redakcja tekstu: Jolanta Bartoś


niedziela, 12 lutego 2023

Walentynki w Hotelu Marzenie [Zapowiedź]

 

Walentynki w Hotelu Marzenie



O czym marzy kobieta, gdy nadchodzą Walentynki? Czy pragnie drogich prezentów, szalonych podróży, a może tylko czułości i ciepłych słów?

Zapytałyśmy (to znaczy ja i Jolanta Bartoś) kilka pań w różnym wieku, jak wygląda ich wymarzony dzień zakochanych i czy da się to uczucie podtrzymać po wielu latach małżeństwa?

Zapraszam do lektury już 14 lutego – w dzień zakochanych.



niedziela, 5 lutego 2023

Aneta Krasińska – „W objęciach nazisty”. [ ZAPOWIEDŹ]

 


Czy macie swoje ulubione autorki/ów? Czy sięgacie po ich powieści w ciemno?

Ja tak mam :) Są takie Autorki/rzy, po których powieści sięgam bez żadnej zachęty, wręcz sama niecierpliwie śledzę i wypatruję, a nawet podpytuję kiedy pojawi się kolejna książka i czy wiadoma jest data premiery.

Do grona tych autorek zalicza się Aneta Krasińska. Znacie twórczość Autorki? Jeśli nie, to macie okazję poznać, bowiem wkrótce w ręce czytelników trafi jej najnowsza powieść „W objęciach nazisty”. 

Zapoznajcie się z poniższym opisem książki.

OPIS:

Maj 1939 rok. W Wolnym Mieście Gdańsku szerzy się propaganda niemiecka i naciski, by utrudnić życie ludności polskiej, żydowskiej i Kaszubom. Wszystko po to, by Niemcy odzyskali ziemie utracone po I wojnie światowej. Codzienne prześladowania, kolejne pobicia czy napaści nie dają szans Polakom na spokojne życie w mieście.

Młoda Niemka, Nela Witt, zakochana jest w niemieckim adwokacie – gorącym zwolenniku idei nazistowskich, angażującym się w sprawy polityczne. Dzieciństwo i młodość Nela spędziła w domu przesiąkniętym ideologią faszystowską, nie zwracając na nią uwagi.

Dziewczyna kocha i chce być kochana, dlatego też marzy o ślubie. Jednak każdy kolejny dzień pokazuje narzeczonego w zupełnie nowym świetle. Nela staje na rozdrożu.

Paradoksalnie w wybuchu wojny dziewczyna dopatruje się szansy na odmianę swojego losu...


PREMIERA; 22.02.2023 r.

Serdecznie polecam Waszej uwadze tę powieść.




poniedziałek, 26 grudnia 2022

Wigilia w Hotelu Marzenie

 


CZĘŚĆ TRZECIA

- Moje drogie. Wiem, że najadłyście się do syta, ale to nie koniec naszego spotkania. – Magda uwielbiała zaskakiwać gości. – Mam nadzieję, że moje wypieki spełnią wasze marzenia i oczekiwania, więc zapraszam do saloniku kawowego. Tam porozmawiamy dalej o świętach.

Hotel Marzenie tonął w niezliczonej ilości świątecznych dekoracji. Było mnóstwo światełek, bombek, dekoracji, ale nie było ich zbyt wiele, wręcz w sam raz, żeby poczuć magię nadchodzących świąt. Mały salonik, do którego Magda zaprowadziła swoich gości, pachniał kawą z cynamonem, herbatą o smaku pieczonego jabłuszka i cudownym aromatem pomarańczy z goździkami.

- Siadajcie – gospodyni wskazała na wygodne fotele. – Tym razem chciałabym was zapytać o świąteczne tradycje i święta, które najbardziej utkwiły w waszej pamięci. I tym razem poproszę Agnieszkę, a potem Anię Ziobro, bo coś się ociągają. – Uśmiechnęła się do dziewczyn.

- Naszą tradycją jest nakrycie dodatkowego talerza dla gościa, sianko pod obrusem i dzielenie się opłatkiem. – zaczęła swoją opowieść Agnieszka – Więc raczej jak u większości rodzin. Pamiętam, że w domu rodzinnym mojego taty, babcia sama dzieliła opłatek i na każdym kawałku znajdowało się troszeczkę miodu. Wigilia, która już do końca życia pozostanie w mojej pamięci jest bardzo wzruszająca i po części bolesna. Dokładnie cztery lata temu zachorowałam na złośliwego raka endometrium. Przeszłam przez kilka operacji, a ostatnią miałam dziesiątego grudnia. To był pierwszy rok, w którym nie uszykowałam kompletnie nic na święta. Stan zdrowia mi na to nie pozwalał, a żeby nie było tak łatwo, to w samą wigilię rano pękł mi krwiak, który zrobił się w mojej jamie brzusznej. Myślałam, że zostawią mnie w szpitalu, jednak nic nie zagrażało mojemu życiu i wypuścili mnie do domu. Pojechaliśmy z mężem i z dziećmi do mojego brata. Droga była dosyć ciężka, gdyż bardzo bolał mnie wtedy brzuch. Przyjechali tam również nasi rodzice oraz teście brata i babcia bratowej. Było nas tam naprawdę sporo. Nie mogłam siedzieć ze wszystkimi przy stole, więc brat rozpalił w kominku i uszykował mi poduszkę oraz ciepły koc w salonie, żebym mogła być w tym ważnym dniu ze wszystkimi. Praktycznie wszyscy byli tam dla mnie. Podczas składania życzeń, mój brat powiedział, że bardzo się cieszy, iż w tym dniu jesteśmy wszyscy razem i żeby już każde święta tak wyglądały. W pełnym składzie. Pamiętam, że bardzo się wtedy rozpłakałam i dziękowałam Bogu, że dane mi było spędzić te święta z rodziną i że mogę się tym cieszyć po dzisiejszy dzień. Kiedy składamy sobie życzenia, zawsze wszystkim życzę zdrowia, bo tak naprawdę to ono jest najważniejsze. By wszyscy byli zdrowi, bo jak jest zdrowie, to jest i szczęście.

- No, ja nie wiem, co teraz powiedzieć. – przyznała Ania Ziobro – Jedną z tradycji jest dekorowanie pierniczków. Córka już od listopada dopytuje i każdego roku pilnuje, by tej tradycji stała się zadość. Zawsze czytamy też Pismo Święte. Jeśli wigilia nie odbywa się u nas, tylko musimy na nią pojechać, w drodze powrotnej włączamy radio, w którym w ten jeden jedyny wieczór w roku sączą się wyłącznie kolędy. Nastawiamy je głośno i czasem nawet próbujemy śpiewać. To chyba jedyna okazja, kiedy nie wstydzimy się tego robić. Pamiętam wiele wigilii, ale jedna szczególnie utkwiła mi w głowie. Miałam wtedy jedenaście, może dwanaście lat. Zima była wtedy sroga i śnieżna, a my spędzaliśmy wigilię u dziadków ze strony taty, kilkanaście kilometrów od miasta, w którym mieszkaliśmy. Kiedy po zakończonym świętowania chcieliśmy wrócić do domu, okazało się, że na trasie, którą mieliśmy do pokonania, zawaliła się część drewnianego mostu prowadzącego drugą stronę rzeki. Była jeszcze inna droga, ale wąska i mocno przysypana śniegiem. Musieliśmy więc wrócić do dziadków i poczekać, aż strażacy zabezpieczą most tak, by dało się przejechać. Pamiętam, że byłam już trochę zmęczona, zirytowana i po prostu chciałam do domu. A wtedy dziadek wyciągnął nie wiadomo skąd wiekową harmonię z dziesiątkami małych guziczków i zaczął na niej grać. Wcześniej tylko ze słyszenia wiedziałam, że to potrafi, ale jakoś nigdy nie było okazji posłuchać. Zagrał pierwszą kolędę, potem drugą, następną i jeszcze następną... Słuchaliśmy jak zaczarowani, a ten zawalony most przestał być jakimkolwiek problemem.

- Jolu? Może teraz ty? – Magda spojrzała na autorkę

- Chyba będę dużo gadała. – Zaśmiała się Kosowska – No dobrze. Tradycje rodzinne w moim domu:  ubieranie choinki, oczekiwanie na pierwszą gwiazdkę, modlitwa, wzajemnie wybaczanie win, łamanie się opłatkiem, dwanaście potraw wigilijnych, zostawienie pustego miejsca przy stole, kładzenie siana pod wigilijny obrus, prezenty pod choinką, kolędowanie, uczestniczenie w pasterce. Odkąd mieszkam w Saksonii, przejęłam też odrobinę zwyczajów od Saksończyków. Po pierwsze, uwielbiam Adwent. Świętuję każdą niedzielę Adwentu. Uważam, że ten cudowny czas oczekiwania jest tak samo piękny jak same święta. Lubię jarmarki bożonarodzeniowe i ich atmosferę. Tutaj w Saksonii jarmarki są miejscem spotkań. Podoba mi się „ Bescherung”, czyli obdarowywanie. To nie ma nic wspólnego z prezentami pod choinką. Grudzień to miesiąc, kiedy wszyscy wszystkim za wszystko dziękują. Jeżeli ktoś chce komuś w sposób szczególny za coś podziękować, to zrobi to w grudniu. Jestem lekarką. Często pacjenci w grudniu rejestrują się tylko po to, żeby powiedzieć „dziękuję”. Przynoszą wtedy w podziękowaniu własnoręcznie zrobione kartki świąteczne, ozdoby na choinkę… Te własnoręcznie zrobione drobiazgi są najcenniejsze. Takie dary od serca. Często przynoszą bożonarodzeniowe listy. W okresie Adwentu odbywa się mnóstwo koncertów chórów szkolnych. Śpiew słychać wszędzie. Bardzo przypadł mi do gustu saksoński zwyczaj pisania do bliskich osób listów bożonarodzeniowych. Tak jak w mojej świątecznej ubiegłorocznej powieści „Bożonarodzeniowej księdze szczęścia” Lubię okna rozświetlone łukami adwentowymi i wieńce adwentowe. Taki wieniec jest dla mnie czymś niesamowitym. Jest symbolem hołdu dla oczekiwanego Jezusa. Zazwyczaj wykonywany z zielonych gałązek, na których umieszczane są cztery świece. Symbolizują one niedziele adwentowe, zapala się je w kolejne niedziele. Świece mają swoją symbolikę: Pierwsza to symbol przebaczenia, druga – wiary, trzecia - radości i czwarta – nadziei i oczekiwania. Zawsze mam w domu kalendarz adwentowy. Było to ponad dziesięć lat temu. Kończył się rok, który był dla mnie bardzo trudny. Wszystko było nie tak. Mój synek wiele miesięcy spędził w szpitalu. Jego choroba zrobiła postęp. U mnie rozpoznano wadę serca i operowano ją, a kiedy wydawało się, że wychodzę na prostą, jak grom z jasnego nieba spadło na mnie rozpoznanie choroby onkologicznej. Podjęłam terapię, ale wszystkie te wydarzenia podcięły mi skrzydła i wszystko wydawało mi się smutne i beznadziejne. I wtedy dostałam pod choinkę od mojej wówczas nastoletniej córki „Księgę szczęścia”. Było to olbrzymie tomisko pełne zdjęć z naszego życia. Gruby album oprawiony był w okładkę stylizowaną na starą, nadszarpniętą zębem czasu i zniszczoną. Na pierwszej stronie było pytanie „Mamo, czy jesteś szczęśliwym człowiekiem? Wątpisz w to? Udowodnię Ci, że jesteś”. A potem na dziesiątkach stron powklejane były zdjęcia, które układały się w ciepłą historię naszego życia. Zdjęcia naszych bliskich, rodziny, przyjaciół, nasze zwierzęta, zdjęcia z dziesiątków miejsc, które kochamy, nasze podróże… Przez wiele stron plotła się historia naszego pełnego ciepłych uczuć życia. Ten album to najcudowniejszy prezent, jaki kiedykolwiek dostałam. Wklejam tam kolejne zdjęcia, kolejne ciepłe chwile zatrzymane w kadrze. Ten album ma jeszcze wiele pustych stron, które muszą się zapełnić, ułożyć w historię o dobrym życiu. Ten prezent od mojej córki stał się inspiracją do napisania powieści „Bożonarodzeniowa Księga Szczęścia”.

- Tradycyjnie musi być żywa choinka, pod obrusem schowane sianko, na stole dodatkowe nakrycie dla niespodziewanego gościa, dwanaście potraw, wypatrywanie pierwszej gwiazdki, czytanie fragmentu ewangelii, opłatek, śpiewanie kolęd, a o północy pasterka. – wymieniła jednym tchem Ania Wrocławska – Najbardziej w pamięci zapadła mi wigilia, która miała miejsce siedem lat temu. Pamiętam, jaka byłam wówczas szczęśliwa. Ciepło rodzinnego domu, śmiechy, rodzice, siostra z dziećmi i dwa psy. Było bajecznie, choć tak jak zawsze, tradycyjnie. To szczególne święta, bo spędzone w gronie rodziny, wówczas myślałam naiwnie, że tak zawsze będzie. Jednak los postanowił inaczej, w kolejnym roku przyszła śmierć mamy, wyjazd taty, a gdy nastała kolejna Wigilia wiedziałam, że święta już nigdy nie będą takie jak kiedyś. Dlatego pielęgnuję w sobie wspomnienie ostatniej, wspólnej Wigilii, którą spędziłam z rodzicami. Obecność bliskich osób, potraw z dzieciństwa, ich zapach i smak. Należy doceniać to co mamy, kochać bliskich, którzy są tuż obok, bo przyjdzie czas, gdy ich zabraknie, a zostaną wspomnienia.

- Ja mam wrażenie, że coraz bardziej w dzisiejszym świecie odchodzi się od tradycji. – zauważyła Daria – W domu rodzinnym choinkę ubieraliśmy w wigilię. W Irlandii, gdzie mieszkam od sześciu lat choinki, a także domy stroi się już na ostatni piątek listopada, by w cudnym klimacie i blasku światełek obejrzeć z całą rodziną program The Late Late Toy Show, podczas którego zbierane są pieniążki na określony cel. Troszkę jak nasza WOŚP, ale w mniejszym wydaniu. My ubraliśmy na pierwszego grudnia. Tutaj również, póki Lena jest jeszcze wystarczająco mała, co roku pojawia się 1 grudnia Elf psotnik, który przed każdym porankiem przygotowuje "niespodziankę". U nas Elfy są dwa: Milk & Cookie i już po raz drugi przyniosły dla Leny kalendarz adwentowy i codziennie przygotowują jej zadanie do wykonania, aby mogła otworzyć prezent. Oczywiście święta rozpoczynamy w Wigilię. Dzielimy się opłatkiem, spożywamy tradycyjne potrawy, a po kolacji, najmłodsza w rodzinie rozdaje spod choinki prezenty. Uszka z barszczem jemy ostrożnie, bo w jednym zawsze umieszczony jest pieniążek na szczęście! A obierając karpia, zostawiamy po łusce na szczęście. Myślę, że z każdej wigilii coś na zawsze pozostanie w moim sercu i pamięci. Uwielbiam wspominać radość z prezentów za dziecka. Wypatrywanie pierwszej gwiazdki. Gdy byłam trochę starsza pasterki ze znajomymi i powroty po skrzypiącym od mrozu śniegu. Pierwsze święta z moją córeczką i siostrzenicą, które w pierwszy dzień świąt miały chrzciny. Każda kolejna gwiazda z coraz starszą Lenką. We wszystkich świętach było coś pięknego i niezapomnianego.

- Jeszcze została nam Sylwia.

- Na naszym wigilijnym stole zawsze znajduje się 12 dań, pod obrusem sianko. Czytamy pismo święte, przygotowujemy dodatkowe nakrycie dla wędrowca, dzielimy się opłatkiem, śpiewamy kolędy, wypatrujemy pierwszej gwiazdki i przywołujemy Mikołaja, który, rzecz jasna, rozdaje prezenty. Wyjątkową wigilią była pierwsza, którą spędziliśmy z naszym synem, Alanem. Miał wtedy niespełna miesiąc i uczyliśmy się wspólnego życia. To był trudny czas, ale zarazem wyjątkowy, bardzo szczególny.

- Mam nadzieję, że tegoroczne święta spędzicie w gronie najbliższych i spełnicie swoje marzenia. Bo wszystkie mówiłyście o rodzinie, miłości, zdrowiu, więc życzę Wam, żeby każde z tych pięknych słów się spełniło i żeby każdy kolejny dzień był takim niezapomnianym i wymarzonym.


Koniec         

.

Redakcja tekstu: Jolanta Bartoś

Zdjęcia: Bożena Meja.


Gośćmi hotelu były pisarki:

Agnieszka Kotuńska

Anna Wrocławska

Anna Ziobro

Jolanta Kosowska

Daria Skiba

Sylwia Trojanowska



niedziela, 25 grudnia 2022

Wigilia w Hotelu Marzenie

 


CZĘŚĆ DRUGA


Magda stała przy wielkiej choince, która jarzyła się tysiącem światełek, sprawiając wrażenie, że każda gałązka błyszczy. Czerwone bombki dopełniały całości i przyprawiały o westchnienie pełne podziwu.

- Dobrze, że już jesteście. – ucieszyła się, gdy jej goście pojawiły się w salonie. Wszystkie wystrojone w wieczorowe stroje, o które były proszone.

Stół był już przygotowany do kolacji, przystrojony świątecznie, choć jeszcze nie było na nim żadnych potraw. Kobiety podeszły do gospodyni stojącej przy choince.

- Muszę wam powiedzieć, że uwielbiam, gdy w moim domu jest dużo gości. – Wyznała Magda - Gorzej, gdy trzeba wszystko samemu szykować, ale później te wszystkie chwile z najbliższymi wynagradzają wszelkie trudy.

- U mnie wigilia też zawsze odbywała się w gronie całej rodziny. - Przyznała Agnieszka Kotuńska - Do babci (matki mojej mamy) zjeżdżały się wszystkie jej dzieci i wnuczęta, więc było nas naprawdę bardzo dużo, babcia ma sześcioro dzieci i nas wnucząt jedenaście, a teraz doszło jeszcze dwanaścioro prawnucząt. Jednak, odkąd sama jestem szczęśliwą mamą, to wigilię spędzam u moich rodziców z mężem i z dziećmi. Dojeżdża do nas zawsze mój brat z żoną i z dwójką swoich pociech.

- Ja Wigilię spędzam z najbliższymi. – Potwierdziła szybko Anka Wrocławska – Kiedyś z rodzicami, teraz na wigilię zaprasza mnie siostra ze szwagrem i spędzamy ją w małym gronie. Spotkanie z wielką rodziną co roku obowiązkowo w pierwszy dzień świąt.

- U mnie przy wigilijnym stole zasiada najczęściej kilkanaście osób. Najbliższa rodzina – potwierdziła Jola Kosowska.

- Sylwia, jak to jest u ciebie? – zapytała Magda.

- Wigilia świąt Bożego Narodzenia to dla mnie najważniejsza uroczystość w roku. Zawsze spędzam ten czas z rodziną. Staramy się, by to grono było jak najliczniejsze. Największa wigilia liczyła aż 17 osób.

- Daria, a u ciebie?

- Wigilia zawsze była u mnie wśród najbliższych. Czy to w rodzinnym domu, czy u babci, lub jak teraz u teściowej. To taki nasz czas na odpoczynek, radość, kolędy czy świąteczny film, albo wspólną grę.

- Ja nie mam dużej rodziny, - Odezwała się Anna Ziobro - więc wigilię spędzam raczej kameralnie: z mężem, córką, rodzicami, niekiedy też z teściową lub babcią. Lubię przeżywać ten czas na spokojnie, bez spiny i nerwów. Nie wyobrażam sobie, że miałabym objeżdżać trzy wigilie tylko po to, by wszystkich zadowolić.

- Cieszę się, że żadna z Was nie jest sama. To chyba najgorsze co może spotkać człowieka, gdy w święta zostaje sam. – Magda uśmiechała się do gości. – Zanim usiądziemy do stołu i przepytam was jeszcze o jedzenie, to opowiedzcie mi o swoich choinkach. Jakie macie w swoim domu?

- U mnie od wielu lat mamy w domu żywe drzewko – Tym razem Sylwia nie czekała z odpowiedzią - które ozdabiamy niewielką liczbą bombek, bardzo symbolicznie.

- Kiedyś była tylko żywa. – Przyznała Jola Kosowska – Taka jest najpiękniejsza. Święta kojarzyły mi się z zapachem choinki. Teraz, z bardzo różnych powodów, jest sztuczna.

- Choinkę ubieramy na mikołajki, ponieważ moje dzieci zawsze się tego domagają. – Wyjaśniła Agnieszka - Kilka razy mieliśmy sztuczne drzewko, ale to nie jest to. Musi być klimat, więc od ładnych paru lat ubieramy żywe drzewko. Bombki są tylko i wyłącznie szklane. Wieszamy również ususzone pomarańcze pokrojone w talarki i pierniczki.

- To prawda, zapach żywej choinki jest nie do odtworzenia przy sztucznym drzewku, ale jestem praktyczna i wybieram to drugie. – Anna Ziobro westchnęła ciężko. - Mamy od kilku lat tę samą dużą, sztuczną choinkę, do której każdego roku dokupuje się jakieś ozdoby, choć nawet połowa z tych już posiadanych się na niej nie mieści. Lubię duże, kolorowe bombki, ażurowe aniołki, piórka, lampki, ptaszki, domki... W zasadzie wszystko. Nie wieszamy tylko cukierków i innego jedzenia, bo za dwa dni już i tak by nic nie pozostało, a winnego ich zniknięcia ciężko byłoby wskazać. – Zaśmiała się, bo sama lubiła ukradkiem podjadać słodkości z bożonarodzeniowego drzewka.

- Daria, a jak jest u ciebie? – zapytała Magda

- Bardzo lubię zapach żywej choinki, ale u mnie króluje sztuczna. Tęsknię za ozdobami, które jeszcze uchowały się u rodziców. U nas jest pięknie i kolorowo. Wiszą różnego rodzaju bombki, szyszki, ozdoby przygotowane przez Lenkę, światełka, łańcuchy i gwiazda na szczycie. Mam też kilka wyjątkowych ozdób od przyjaciół, które co roku zajmują na drzewku honorowe miejsce.

- U mnie zawsze była w domu duża choina aż do sufitu i oczywiście żywa. – przyznała Anna Wrocławska – Tradycję tę pielęgnuję dalej, ciesząc się zapachem i wyglądem drzewka. Ubieranie choinki zawsze było moim zadaniem, które do dziś bardzo lubię. Choinka przystrojona jest ogromem światełek i niezliczoną ilością bombek, które były zbierane przez kilka pokoleń, każda jest inna, każda ma swoją historię.

- Wiecie co, ja myślę, że nieważne, czy drzewko żywe, czy sztuczne. Ważne, że umiemy się nim cieszyć. – podsumowała gospodyni. – A tymczasem zapraszam was do stołu, widzę, że już kolacja gotowa. Siadajcie. Chętnie spróbuję tego co przyszykowałyście w kuchni.

W jednej chwili na stole pojawiły się półmiski przyniesione przez kelnerów. Były na nim wszelkie przysmaki, które pisarki przygotowały na tę wyjątkową kolację. Wszystko pachniało i kusiło swoim aromatem, tak, że trudno było się powstrzymać i nie spróbować każdej potrawy.

- Może nie powinnam już mówić o jedzeniu – westchnęła Sylwia – ale zawsze staram się w każde święta przygotować jakieś ciasto z makiem. Najchętniej babkę makową albo gwiazdę makową. Od kiedy pamiętam, makowce były moimi ulubionymi wypiekami i należą do ciast, które absolutnie zawsze mi się udają.

- Kto mnie zna, ten wie, że nie przepadam za przygotowywaniem ciast. – Daria nie chciała, żeby gospodyni znowu zagoniła ją do kuchni. - Jeść uwielbiam, ale z pieczeniem mi nie po drodze. Zrobię ciasto marchewkowe z kremową polewą z serka i białej czekolady. Uwielbiam je! Z kolei mój narzeczony zrobi tartę z musem czekoladowym. Poezja!

- No cóż. – westchnęła Jola – „Nikt nie jest doskonały” – to zdanie powtarzam sobie często. Lubię gotować i robię to chętnie, ale nie potrafię piec. Nie mam z tego powodu żadnych kompleksów. Za to uwielbiam jeść świąteczne ciasta. Szczególnie miodownik z masą serową, sernik królewski, metrowca i ciasto japońskie. Kocham zapach pierników, skórki pomarańczowej i cynamonu.

- U mnie muszą być obowiązkowo domowe ciasta, ja tradycyjnie piekę sernik, a siostra co roku ma nowy pomysł na inne ciasto, choć ja lubię tradycję i brakuje mi potraw z dzieciństwa. – przyznała Anna Wrocławska.

- Skoro już mówicie o ciastach, a ja jestem łasuchem, to jeszcze Ania i Agnieszka, muszą coś powiedzieć – Magda spojrzała na dziewczyny.

- Wypieki zawsze robię z moją mamą, – przyznała Agnieszka – ponieważ ona jest mistrzynią świata, jeśli chodzi o cukiernictwo. Ja mogę się pochwalić tortem świątecznym, bo ponoć nikt nie robi tak dobrych jak ja.

- Ech – westchnęła ciężko Ania Ziobro – Jak już wspomniałam, w kuchni radzę sobie co najwyżej średnio, a z wypiekami jest jeszcze gorzej. Na szczęście mam męża, któremu ciasta wychodzą lepiej niż mnie. Już tydzień lub dwa przed świętami zarabia ciasto na pierniczki, które sam wypieka, a my z córką pomagamy w dekorowaniu. Czasem i to nam nie wychodzi, ale na szczęście sprawę można szybko zatuszować i po prostu zjeść nieudanego pierniczka.


CIĄG DALSZY NASTĄPI...      





sobota, 24 grudnia 2022

Wigilia w Hotelu Marzenie.


CZĘŚĆ PIERWSZA

Hotel Marzenie nie rzucał się w oczy. Zazwyczaj ludzie mijali go, nie zwracając uwagi na wielkie, ciężkie drzwi, które chroniły wnętrza przed ciekawskimi i nieproszonymi gośćmi. Co niektórzy słyszeli już o pięknym hotelu, w którym można przeżyć magiczne, niezapomniane chwile, ale jego właścicielka zawsze precyzyjnie dobierała gości, którzy pojawiali się w jej gościnnych wnętrzach.

Tym razem, postanowiła zaprosić sześć autorek, żeby tchnąć w nie magię Świąt i choć na małą chwilę odsunąć od sprzątania i szalonych zakupów.

- Cudowne miejsce. – Westchnęła Agnieszka Kotuńska, rozglądając się po wielkim holu, w którym miały poczekać na właścicielkę. – Marzyłam, żeby tu przyjechać.

- Ja byłam w ubiegłym roku. – Przyznała Daria Skiba – Nie wiem, w jaki sposób Magda tego dokonała, ale spełniła wszystkie nasze marzenia. To było coś magicznego i niezapomnianego.

- Opowiesz coś więcej? – Sylwia Trojanowska czuła niedosyt spowodowany takim krótkim wspomnieniem.

- Oj, to była prawdziwa uczta… - zaczęła Daria, ale w tym momencie pojawił się lokaj i zaprosił wszystkie panie do innego pomieszczenia.

Posłusznie poszły za ubranym w nienagannie skrojony uniform, mężczyzną.

- Dokąd idziemy? – zapytała szeptem Anna Ziobro, Darię.

- Nie mam pojęcia. – Przyznała – Ostatnio było zupełnie inaczej.

Nie miały okazji porozmawiać dalej, bo dotarły do końca korytarza i lokaj otworzył drzwi prowadzące do pustej hotelowej kuchni.

- Nic z tego nie rozumiem. – Przyznała lekko zawiedziona Daria, która liczyła na smaczne potrawy, a nie zamknięcie przy garach.

Rozejrzały się, zaglądając niemal w każdy kąt i wzdychając, raz po raz widząc wyposażenie i zaopatrzenie, jakim dysponował hotel.

- A gdzie kucharze? – zastanawiała się Anna Wrocławska.

- Wy dziś będziecie kucharzami i cukiernikami. – Oświadczyła Magda, której dotąd nikt nie zauważył. – Właśnie taką niespodziankę dla Was przygotowałam. Chciałabym, żebyście zrobiły potrawy, które pojawiają się na waszych stołach, ale zanim weźmiecie się do pracy, opowiedzcie mi o tym. Aniu, może właśnie ty zaczniesz? – zapytała zaskoczonej pisarki.

- Kiedyś szykowałam świąteczne potrawy wraz z całą rodziną, ale od paru lat spędzam święta z siostrą i jej najbliższymi, więc dzielimy się obowiązkami. Mamy więc potrawy z różnych rodzinnych tradycji, są zatem ryby w galarecie i po grecku, smażone, sałatki, barszcz z uszkami lub zupa rybna, kapusta z grzybami. Mnie co roku zostaje przydzielona sałatka jarzynowa i pierogi, kompot z truskawek, piekę też sernik i pierniczki, które sama ozdabiam. Resztę potraw szykuje siostra ze szwagrem.

- Ja robię niewiele. – Przyznała Sylwia Trojanowska – Zawsze przygotowuję tradycyjną sałatkę warzywną oraz babkę makową.

- Jeśli chodzi o gotowanie, ogólnie marna ze mnie kucharka. – Anna Ziobro nie czuła się dobrze w otoczeniu garów i przeróżnych towarów, które miała zamienić w coś pysznego. - Gotuję na tyle dobrze, by rodzina nie umarła z głodu. Podobnie jest z daniami wigilijnymi. Staram się włączyć w ich przygotowanie i zawsze dzielimy się potrawami z mamą, ale to ona odpowiada za większość, zwłaszcza tych wymagających. Ja staram się każdego roku przygotować zupę grzybową, bo nie wyobrażam sobie bez niej wigilii. Wcześniej prawdziwki zbierali teściowie, teraz robi to mąż. Sama zupełnie się na tym nie znam, więc muszę mieć zaufanie, że nie spróbuje nas otruć. Na każde święta piekę też trójkolorowy wieniec z ciasta drożdżowego ‒ jedyny spektakularny wypiek, jaki mi wychodzi.

- Więc jednak coś potrafisz. – Uśmiechnęła się Magda. – Jolu, a ty? – Zwróciła się do Zaglądającej do lodówki Joli Kosowskiej.

- Zwykle robimy rodzinną wigilię, na którą każdy z uczestników coś przygotowuje. Tak jest ciekawiej, bo na wigilijnym stole pojawiają się potrawy z różnych regionów Polski. Ja na naszą wspólną wieczerzę przygotowuję potrawy z czasów mojego dzieciństwa, kiedy potrawy na wigilię przygotowywała babcia mieszkająca na Górnym Śląsku. Na stole w Zabrzu zawsze gościły smażony karp, moczka, makówki i kapusta z grochem. Te potrawy były najważniejsze. Do moich ulubionych wigilijnych potraw, które co roku pojawiają się na naszym stole, należą również barszcz czerwony z uszkami lub krokietami, zupa grzybowa, śledzie, pierogi z kapustą i grzybami, gołąbki, kompot wigilijny, różne smażone ryby… Wigilia jest u nas tradycyjna, postna. Na święta przygotowujemy rybę po grecku, sałatkę jarzynową, bigos, pasztet, sałatkę śledziową, rolady, pieczoną gęś, schab ze śliwkami.

- Wow! To prawdziwa uczta. Ale wyjaśnij mi, czym jest moczka i placek japoński?

- Moczka to śląska potrawa wigilijna. Robiły ją moja prababcia, babcia i mama. Robię i ja. Składa się z ugotowanego suszu - jabłka, gruszki, śliwki, który kroi się potem w kostkę, drobniutko pokrojonych migdałów, pokrojonych orzechów dużej ilości rodzynek. To wszystko miesza się i zagotowuje w wodzie. Zagęszcza się piernikiem, wcześniej namoczonym w wodzie. Po dodaniu piernika też się całość zagotowuje. Na koniec dodaje się odrobinę piwa. Deser podaje się na zimno. Jest delikatnie słodki. Dla mnie wyśmienity. Natomiast placek japoński to rodzaj makowca z dużą ilością bakalii i jabłek i polewą czekoladową.

- Kogo jeszcze nie zapytałam? – Magda rozejrzała się wokół – Daria. Próbujesz się schować?

- Co? Nie! Absolutnie nie. Święta zarówno w moim domu rodzinnym, jak i te na obczyźnie zawsze pachną czerwonym barszczem z uszkami i karpiem, na które czekam cały rok z wielką niecierpliwością. Nie może zabraknąć pierogów, sałatki jarzynowej i śledziowej oraz pysznych ciast. W pierwszy dzień świąt na śniadaniu nie może zabraknąć białej kiełbasy, do której idealne są buraczki z chrzanem. Na samą myśl już cieknie mi ślinka. W tym roku oczywiście tradycyjnie już zrobimy z córeczką pierniczki. Do tego planuję również paszteciki, ciasto marchewkowe i tartę z musem czekoladowym. Zapewne coś jeszcze wymyślę, a pozostałe potrawy przygotuje teściowa.

- No i jeszcze Agnieszka Kotuńska. Zamknij już tę lodówkę, musisz sama coś ugotować, żeby było do zjedzenie – zaśmiała się Magda. Opowiadaj teraz o potrawach wigilijnych.

- Słyuchając opowiadań dziewczyn, zrobiłam się głodna – odparła Aga, chcąc się usprawiedliwić – U mnie to były przede wszystkim pierogi. A żeby było zabawnie, każdy u mnie w domu lubi inne. Oczywiście tradycyjnie robię pierogi z kapustą i grzybami. U mojego taty w domu była taka tradycja, że babcia chowała pieniążek w pierogu i osoba, która podczas jedzenia natrafiła na monetę, miała żyć w szczęściu i dostatku. Jakimś fartem, akurat to dziadek zawsze trafiał na takiego pieroga. My tego nie robimy w obawie, że po prostu ktoś z nas mógłby złamać sobie ząb. Oczywiście muszą być ruskie, ponieważ mój syn je uwielbia. Ja natomiast robię również pierogi z kaszą gryczaną i serem, są przepyszne! A dla mojej córci lepię z jagodami i takim o to sposobem wszyscy są szczęśliwi. Praktycznie szykuję wszystkie dwanaście potraw, jak nakazuje tradycja, ale większości sama nie jem, ponieważ ich nie lubię. Jest karp, ryba po grecku, kutia, barszcz czerwony. Nie robię uszek, dlaczego? Nie mam pojęcia, ale nigdy ich nie robiłam, ale szykuję różnego rodzaju sałatki, gołąbki, mięso na pierwszy i drugi dzień świąt i oczywiście ciasta: sernik, makowiec, piernik i ciasteczka pierniczki, i jak ja to mówię: bez orzechowca nie ma świąt.

To teraz zostawię was w kuchni. Możecie ugotować coś z tych potraw, o których mówiłyście. Przyznam, że mam ochotę spróbować waszych potraw. No i żebyście nie myślały, że tu pracujecie, to oczywiście dostaniecie pomoc. – Magda wskazała na drzwi i w tym momencie w kuchni pojawiło się kilka osób w strojach kucharskich. – Ja muszę zajrzeć do salonu, gdzie za kilka godzin spotkamy się na kolacji.


Ciąg dalszy nastąpi... Czytelniku zajrzyj tutaj jutro :)  

 

czwartek, 22 grudnia 2022

Wigilia w Hotelu Marzenie. [zapowiedź]

 

Wigilia w Hotelu Marzenie.



”Jest taki dzień, bardzo ciepły, choć grudniowy...”

Dzień, w którym nerwówka miesza się z wyczekiwaniem. Gdy aromaty świąt przeplatają się z kolędą, a dzieci niecierpliwie pytają, kiedy w końcu pojawi się Mikołaj i zostawi prezenty pod choinką błyszczącą pięknymi światełkami.

Dzień, w którym każda potrawa jest wyjątkowa, bo dzielona z najbliższymi. Wigilia w każdym domu jest wyjątkową chwilą. W tym roku, w Hotelu Marzenie pojawi się sześć  polskich pisarek, które opowiedzą o tradycjach, choince i rodzinnej atmosferze. 



Zapraszam Was do Hotelu Marzenie w dniach 24.12; 25.12; 26.12.2022 r.