poniedziałek, 26 grudnia 2022

Wigilia w Hotelu Marzenie

 


CZĘŚĆ TRZECIA

- Moje drogie. Wiem, że najadłyście się do syta, ale to nie koniec naszego spotkania. – Magda uwielbiała zaskakiwać gości. – Mam nadzieję, że moje wypieki spełnią wasze marzenia i oczekiwania, więc zapraszam do saloniku kawowego. Tam porozmawiamy dalej o świętach.

Hotel Marzenie tonął w niezliczonej ilości świątecznych dekoracji. Było mnóstwo światełek, bombek, dekoracji, ale nie było ich zbyt wiele, wręcz w sam raz, żeby poczuć magię nadchodzących świąt. Mały salonik, do którego Magda zaprowadziła swoich gości, pachniał kawą z cynamonem, herbatą o smaku pieczonego jabłuszka i cudownym aromatem pomarańczy z goździkami.

- Siadajcie – gospodyni wskazała na wygodne fotele. – Tym razem chciałabym was zapytać o świąteczne tradycje i święta, które najbardziej utkwiły w waszej pamięci. I tym razem poproszę Agnieszkę, a potem Anię Ziobro, bo coś się ociągają. – Uśmiechnęła się do dziewczyn.

- Naszą tradycją jest nakrycie dodatkowego talerza dla gościa, sianko pod obrusem i dzielenie się opłatkiem. – zaczęła swoją opowieść Agnieszka – Więc raczej jak u większości rodzin. Pamiętam, że w domu rodzinnym mojego taty, babcia sama dzieliła opłatek i na każdym kawałku znajdowało się troszeczkę miodu. Wigilia, która już do końca życia pozostanie w mojej pamięci jest bardzo wzruszająca i po części bolesna. Dokładnie cztery lata temu zachorowałam na złośliwego raka endometrium. Przeszłam przez kilka operacji, a ostatnią miałam dziesiątego grudnia. To był pierwszy rok, w którym nie uszykowałam kompletnie nic na święta. Stan zdrowia mi na to nie pozwalał, a żeby nie było tak łatwo, to w samą wigilię rano pękł mi krwiak, który zrobił się w mojej jamie brzusznej. Myślałam, że zostawią mnie w szpitalu, jednak nic nie zagrażało mojemu życiu i wypuścili mnie do domu. Pojechaliśmy z mężem i z dziećmi do mojego brata. Droga była dosyć ciężka, gdyż bardzo bolał mnie wtedy brzuch. Przyjechali tam również nasi rodzice oraz teście brata i babcia bratowej. Było nas tam naprawdę sporo. Nie mogłam siedzieć ze wszystkimi przy stole, więc brat rozpalił w kominku i uszykował mi poduszkę oraz ciepły koc w salonie, żebym mogła być w tym ważnym dniu ze wszystkimi. Praktycznie wszyscy byli tam dla mnie. Podczas składania życzeń, mój brat powiedział, że bardzo się cieszy, iż w tym dniu jesteśmy wszyscy razem i żeby już każde święta tak wyglądały. W pełnym składzie. Pamiętam, że bardzo się wtedy rozpłakałam i dziękowałam Bogu, że dane mi było spędzić te święta z rodziną i że mogę się tym cieszyć po dzisiejszy dzień. Kiedy składamy sobie życzenia, zawsze wszystkim życzę zdrowia, bo tak naprawdę to ono jest najważniejsze. By wszyscy byli zdrowi, bo jak jest zdrowie, to jest i szczęście.

- No, ja nie wiem, co teraz powiedzieć. – przyznała Ania Ziobro – Jedną z tradycji jest dekorowanie pierniczków. Córka już od listopada dopytuje i każdego roku pilnuje, by tej tradycji stała się zadość. Zawsze czytamy też Pismo Święte. Jeśli wigilia nie odbywa się u nas, tylko musimy na nią pojechać, w drodze powrotnej włączamy radio, w którym w ten jeden jedyny wieczór w roku sączą się wyłącznie kolędy. Nastawiamy je głośno i czasem nawet próbujemy śpiewać. To chyba jedyna okazja, kiedy nie wstydzimy się tego robić. Pamiętam wiele wigilii, ale jedna szczególnie utkwiła mi w głowie. Miałam wtedy jedenaście, może dwanaście lat. Zima była wtedy sroga i śnieżna, a my spędzaliśmy wigilię u dziadków ze strony taty, kilkanaście kilometrów od miasta, w którym mieszkaliśmy. Kiedy po zakończonym świętowania chcieliśmy wrócić do domu, okazało się, że na trasie, którą mieliśmy do pokonania, zawaliła się część drewnianego mostu prowadzącego drugą stronę rzeki. Była jeszcze inna droga, ale wąska i mocno przysypana śniegiem. Musieliśmy więc wrócić do dziadków i poczekać, aż strażacy zabezpieczą most tak, by dało się przejechać. Pamiętam, że byłam już trochę zmęczona, zirytowana i po prostu chciałam do domu. A wtedy dziadek wyciągnął nie wiadomo skąd wiekową harmonię z dziesiątkami małych guziczków i zaczął na niej grać. Wcześniej tylko ze słyszenia wiedziałam, że to potrafi, ale jakoś nigdy nie było okazji posłuchać. Zagrał pierwszą kolędę, potem drugą, następną i jeszcze następną... Słuchaliśmy jak zaczarowani, a ten zawalony most przestał być jakimkolwiek problemem.

- Jolu? Może teraz ty? – Magda spojrzała na autorkę

- Chyba będę dużo gadała. – Zaśmiała się Kosowska – No dobrze. Tradycje rodzinne w moim domu:  ubieranie choinki, oczekiwanie na pierwszą gwiazdkę, modlitwa, wzajemnie wybaczanie win, łamanie się opłatkiem, dwanaście potraw wigilijnych, zostawienie pustego miejsca przy stole, kładzenie siana pod wigilijny obrus, prezenty pod choinką, kolędowanie, uczestniczenie w pasterce. Odkąd mieszkam w Saksonii, przejęłam też odrobinę zwyczajów od Saksończyków. Po pierwsze, uwielbiam Adwent. Świętuję każdą niedzielę Adwentu. Uważam, że ten cudowny czas oczekiwania jest tak samo piękny jak same święta. Lubię jarmarki bożonarodzeniowe i ich atmosferę. Tutaj w Saksonii jarmarki są miejscem spotkań. Podoba mi się „ Bescherung”, czyli obdarowywanie. To nie ma nic wspólnego z prezentami pod choinką. Grudzień to miesiąc, kiedy wszyscy wszystkim za wszystko dziękują. Jeżeli ktoś chce komuś w sposób szczególny za coś podziękować, to zrobi to w grudniu. Jestem lekarką. Często pacjenci w grudniu rejestrują się tylko po to, żeby powiedzieć „dziękuję”. Przynoszą wtedy w podziękowaniu własnoręcznie zrobione kartki świąteczne, ozdoby na choinkę… Te własnoręcznie zrobione drobiazgi są najcenniejsze. Takie dary od serca. Często przynoszą bożonarodzeniowe listy. W okresie Adwentu odbywa się mnóstwo koncertów chórów szkolnych. Śpiew słychać wszędzie. Bardzo przypadł mi do gustu saksoński zwyczaj pisania do bliskich osób listów bożonarodzeniowych. Tak jak w mojej świątecznej ubiegłorocznej powieści „Bożonarodzeniowej księdze szczęścia” Lubię okna rozświetlone łukami adwentowymi i wieńce adwentowe. Taki wieniec jest dla mnie czymś niesamowitym. Jest symbolem hołdu dla oczekiwanego Jezusa. Zazwyczaj wykonywany z zielonych gałązek, na których umieszczane są cztery świece. Symbolizują one niedziele adwentowe, zapala się je w kolejne niedziele. Świece mają swoją symbolikę: Pierwsza to symbol przebaczenia, druga – wiary, trzecia - radości i czwarta – nadziei i oczekiwania. Zawsze mam w domu kalendarz adwentowy. Było to ponad dziesięć lat temu. Kończył się rok, który był dla mnie bardzo trudny. Wszystko było nie tak. Mój synek wiele miesięcy spędził w szpitalu. Jego choroba zrobiła postęp. U mnie rozpoznano wadę serca i operowano ją, a kiedy wydawało się, że wychodzę na prostą, jak grom z jasnego nieba spadło na mnie rozpoznanie choroby onkologicznej. Podjęłam terapię, ale wszystkie te wydarzenia podcięły mi skrzydła i wszystko wydawało mi się smutne i beznadziejne. I wtedy dostałam pod choinkę od mojej wówczas nastoletniej córki „Księgę szczęścia”. Było to olbrzymie tomisko pełne zdjęć z naszego życia. Gruby album oprawiony był w okładkę stylizowaną na starą, nadszarpniętą zębem czasu i zniszczoną. Na pierwszej stronie było pytanie „Mamo, czy jesteś szczęśliwym człowiekiem? Wątpisz w to? Udowodnię Ci, że jesteś”. A potem na dziesiątkach stron powklejane były zdjęcia, które układały się w ciepłą historię naszego życia. Zdjęcia naszych bliskich, rodziny, przyjaciół, nasze zwierzęta, zdjęcia z dziesiątków miejsc, które kochamy, nasze podróże… Przez wiele stron plotła się historia naszego pełnego ciepłych uczuć życia. Ten album to najcudowniejszy prezent, jaki kiedykolwiek dostałam. Wklejam tam kolejne zdjęcia, kolejne ciepłe chwile zatrzymane w kadrze. Ten album ma jeszcze wiele pustych stron, które muszą się zapełnić, ułożyć w historię o dobrym życiu. Ten prezent od mojej córki stał się inspiracją do napisania powieści „Bożonarodzeniowa Księga Szczęścia”.

- Tradycyjnie musi być żywa choinka, pod obrusem schowane sianko, na stole dodatkowe nakrycie dla niespodziewanego gościa, dwanaście potraw, wypatrywanie pierwszej gwiazdki, czytanie fragmentu ewangelii, opłatek, śpiewanie kolęd, a o północy pasterka. – wymieniła jednym tchem Ania Wrocławska – Najbardziej w pamięci zapadła mi wigilia, która miała miejsce siedem lat temu. Pamiętam, jaka byłam wówczas szczęśliwa. Ciepło rodzinnego domu, śmiechy, rodzice, siostra z dziećmi i dwa psy. Było bajecznie, choć tak jak zawsze, tradycyjnie. To szczególne święta, bo spędzone w gronie rodziny, wówczas myślałam naiwnie, że tak zawsze będzie. Jednak los postanowił inaczej, w kolejnym roku przyszła śmierć mamy, wyjazd taty, a gdy nastała kolejna Wigilia wiedziałam, że święta już nigdy nie będą takie jak kiedyś. Dlatego pielęgnuję w sobie wspomnienie ostatniej, wspólnej Wigilii, którą spędziłam z rodzicami. Obecność bliskich osób, potraw z dzieciństwa, ich zapach i smak. Należy doceniać to co mamy, kochać bliskich, którzy są tuż obok, bo przyjdzie czas, gdy ich zabraknie, a zostaną wspomnienia.

- Ja mam wrażenie, że coraz bardziej w dzisiejszym świecie odchodzi się od tradycji. – zauważyła Daria – W domu rodzinnym choinkę ubieraliśmy w wigilię. W Irlandii, gdzie mieszkam od sześciu lat choinki, a także domy stroi się już na ostatni piątek listopada, by w cudnym klimacie i blasku światełek obejrzeć z całą rodziną program The Late Late Toy Show, podczas którego zbierane są pieniążki na określony cel. Troszkę jak nasza WOŚP, ale w mniejszym wydaniu. My ubraliśmy na pierwszego grudnia. Tutaj również, póki Lena jest jeszcze wystarczająco mała, co roku pojawia się 1 grudnia Elf psotnik, który przed każdym porankiem przygotowuje "niespodziankę". U nas Elfy są dwa: Milk & Cookie i już po raz drugi przyniosły dla Leny kalendarz adwentowy i codziennie przygotowują jej zadanie do wykonania, aby mogła otworzyć prezent. Oczywiście święta rozpoczynamy w Wigilię. Dzielimy się opłatkiem, spożywamy tradycyjne potrawy, a po kolacji, najmłodsza w rodzinie rozdaje spod choinki prezenty. Uszka z barszczem jemy ostrożnie, bo w jednym zawsze umieszczony jest pieniążek na szczęście! A obierając karpia, zostawiamy po łusce na szczęście. Myślę, że z każdej wigilii coś na zawsze pozostanie w moim sercu i pamięci. Uwielbiam wspominać radość z prezentów za dziecka. Wypatrywanie pierwszej gwiazdki. Gdy byłam trochę starsza pasterki ze znajomymi i powroty po skrzypiącym od mrozu śniegu. Pierwsze święta z moją córeczką i siostrzenicą, które w pierwszy dzień świąt miały chrzciny. Każda kolejna gwiazda z coraz starszą Lenką. We wszystkich świętach było coś pięknego i niezapomnianego.

- Jeszcze została nam Sylwia.

- Na naszym wigilijnym stole zawsze znajduje się 12 dań, pod obrusem sianko. Czytamy pismo święte, przygotowujemy dodatkowe nakrycie dla wędrowca, dzielimy się opłatkiem, śpiewamy kolędy, wypatrujemy pierwszej gwiazdki i przywołujemy Mikołaja, który, rzecz jasna, rozdaje prezenty. Wyjątkową wigilią była pierwsza, którą spędziliśmy z naszym synem, Alanem. Miał wtedy niespełna miesiąc i uczyliśmy się wspólnego życia. To był trudny czas, ale zarazem wyjątkowy, bardzo szczególny.

- Mam nadzieję, że tegoroczne święta spędzicie w gronie najbliższych i spełnicie swoje marzenia. Bo wszystkie mówiłyście o rodzinie, miłości, zdrowiu, więc życzę Wam, żeby każde z tych pięknych słów się spełniło i żeby każdy kolejny dzień był takim niezapomnianym i wymarzonym.


Koniec         

.

Redakcja tekstu: Jolanta Bartoś

Zdjęcia: Bożena Meja.


Gośćmi hotelu były pisarki:

Agnieszka Kotuńska

Anna Wrocławska

Anna Ziobro

Jolanta Kosowska

Daria Skiba

Sylwia Trojanowska



niedziela, 25 grudnia 2022

Wigilia w Hotelu Marzenie

 


CZĘŚĆ DRUGA


Magda stała przy wielkiej choince, która jarzyła się tysiącem światełek, sprawiając wrażenie, że każda gałązka błyszczy. Czerwone bombki dopełniały całości i przyprawiały o westchnienie pełne podziwu.

- Dobrze, że już jesteście. – ucieszyła się, gdy jej goście pojawiły się w salonie. Wszystkie wystrojone w wieczorowe stroje, o które były proszone.

Stół był już przygotowany do kolacji, przystrojony świątecznie, choć jeszcze nie było na nim żadnych potraw. Kobiety podeszły do gospodyni stojącej przy choince.

- Muszę wam powiedzieć, że uwielbiam, gdy w moim domu jest dużo gości. – Wyznała Magda - Gorzej, gdy trzeba wszystko samemu szykować, ale później te wszystkie chwile z najbliższymi wynagradzają wszelkie trudy.

- U mnie wigilia też zawsze odbywała się w gronie całej rodziny. - Przyznała Agnieszka Kotuńska - Do babci (matki mojej mamy) zjeżdżały się wszystkie jej dzieci i wnuczęta, więc było nas naprawdę bardzo dużo, babcia ma sześcioro dzieci i nas wnucząt jedenaście, a teraz doszło jeszcze dwanaścioro prawnucząt. Jednak, odkąd sama jestem szczęśliwą mamą, to wigilię spędzam u moich rodziców z mężem i z dziećmi. Dojeżdża do nas zawsze mój brat z żoną i z dwójką swoich pociech.

- Ja Wigilię spędzam z najbliższymi. – Potwierdziła szybko Anka Wrocławska – Kiedyś z rodzicami, teraz na wigilię zaprasza mnie siostra ze szwagrem i spędzamy ją w małym gronie. Spotkanie z wielką rodziną co roku obowiązkowo w pierwszy dzień świąt.

- U mnie przy wigilijnym stole zasiada najczęściej kilkanaście osób. Najbliższa rodzina – potwierdziła Jola Kosowska.

- Sylwia, jak to jest u ciebie? – zapytała Magda.

- Wigilia świąt Bożego Narodzenia to dla mnie najważniejsza uroczystość w roku. Zawsze spędzam ten czas z rodziną. Staramy się, by to grono było jak najliczniejsze. Największa wigilia liczyła aż 17 osób.

- Daria, a u ciebie?

- Wigilia zawsze była u mnie wśród najbliższych. Czy to w rodzinnym domu, czy u babci, lub jak teraz u teściowej. To taki nasz czas na odpoczynek, radość, kolędy czy świąteczny film, albo wspólną grę.

- Ja nie mam dużej rodziny, - Odezwała się Anna Ziobro - więc wigilię spędzam raczej kameralnie: z mężem, córką, rodzicami, niekiedy też z teściową lub babcią. Lubię przeżywać ten czas na spokojnie, bez spiny i nerwów. Nie wyobrażam sobie, że miałabym objeżdżać trzy wigilie tylko po to, by wszystkich zadowolić.

- Cieszę się, że żadna z Was nie jest sama. To chyba najgorsze co może spotkać człowieka, gdy w święta zostaje sam. – Magda uśmiechała się do gości. – Zanim usiądziemy do stołu i przepytam was jeszcze o jedzenie, to opowiedzcie mi o swoich choinkach. Jakie macie w swoim domu?

- U mnie od wielu lat mamy w domu żywe drzewko – Tym razem Sylwia nie czekała z odpowiedzią - które ozdabiamy niewielką liczbą bombek, bardzo symbolicznie.

- Kiedyś była tylko żywa. – Przyznała Jola Kosowska – Taka jest najpiękniejsza. Święta kojarzyły mi się z zapachem choinki. Teraz, z bardzo różnych powodów, jest sztuczna.

- Choinkę ubieramy na mikołajki, ponieważ moje dzieci zawsze się tego domagają. – Wyjaśniła Agnieszka - Kilka razy mieliśmy sztuczne drzewko, ale to nie jest to. Musi być klimat, więc od ładnych paru lat ubieramy żywe drzewko. Bombki są tylko i wyłącznie szklane. Wieszamy również ususzone pomarańcze pokrojone w talarki i pierniczki.

- To prawda, zapach żywej choinki jest nie do odtworzenia przy sztucznym drzewku, ale jestem praktyczna i wybieram to drugie. – Anna Ziobro westchnęła ciężko. - Mamy od kilku lat tę samą dużą, sztuczną choinkę, do której każdego roku dokupuje się jakieś ozdoby, choć nawet połowa z tych już posiadanych się na niej nie mieści. Lubię duże, kolorowe bombki, ażurowe aniołki, piórka, lampki, ptaszki, domki... W zasadzie wszystko. Nie wieszamy tylko cukierków i innego jedzenia, bo za dwa dni już i tak by nic nie pozostało, a winnego ich zniknięcia ciężko byłoby wskazać. – Zaśmiała się, bo sama lubiła ukradkiem podjadać słodkości z bożonarodzeniowego drzewka.

- Daria, a jak jest u ciebie? – zapytała Magda

- Bardzo lubię zapach żywej choinki, ale u mnie króluje sztuczna. Tęsknię za ozdobami, które jeszcze uchowały się u rodziców. U nas jest pięknie i kolorowo. Wiszą różnego rodzaju bombki, szyszki, ozdoby przygotowane przez Lenkę, światełka, łańcuchy i gwiazda na szczycie. Mam też kilka wyjątkowych ozdób od przyjaciół, które co roku zajmują na drzewku honorowe miejsce.

- U mnie zawsze była w domu duża choina aż do sufitu i oczywiście żywa. – przyznała Anna Wrocławska – Tradycję tę pielęgnuję dalej, ciesząc się zapachem i wyglądem drzewka. Ubieranie choinki zawsze było moim zadaniem, które do dziś bardzo lubię. Choinka przystrojona jest ogromem światełek i niezliczoną ilością bombek, które były zbierane przez kilka pokoleń, każda jest inna, każda ma swoją historię.

- Wiecie co, ja myślę, że nieważne, czy drzewko żywe, czy sztuczne. Ważne, że umiemy się nim cieszyć. – podsumowała gospodyni. – A tymczasem zapraszam was do stołu, widzę, że już kolacja gotowa. Siadajcie. Chętnie spróbuję tego co przyszykowałyście w kuchni.

W jednej chwili na stole pojawiły się półmiski przyniesione przez kelnerów. Były na nim wszelkie przysmaki, które pisarki przygotowały na tę wyjątkową kolację. Wszystko pachniało i kusiło swoim aromatem, tak, że trudno było się powstrzymać i nie spróbować każdej potrawy.

- Może nie powinnam już mówić o jedzeniu – westchnęła Sylwia – ale zawsze staram się w każde święta przygotować jakieś ciasto z makiem. Najchętniej babkę makową albo gwiazdę makową. Od kiedy pamiętam, makowce były moimi ulubionymi wypiekami i należą do ciast, które absolutnie zawsze mi się udają.

- Kto mnie zna, ten wie, że nie przepadam za przygotowywaniem ciast. – Daria nie chciała, żeby gospodyni znowu zagoniła ją do kuchni. - Jeść uwielbiam, ale z pieczeniem mi nie po drodze. Zrobię ciasto marchewkowe z kremową polewą z serka i białej czekolady. Uwielbiam je! Z kolei mój narzeczony zrobi tartę z musem czekoladowym. Poezja!

- No cóż. – westchnęła Jola – „Nikt nie jest doskonały” – to zdanie powtarzam sobie często. Lubię gotować i robię to chętnie, ale nie potrafię piec. Nie mam z tego powodu żadnych kompleksów. Za to uwielbiam jeść świąteczne ciasta. Szczególnie miodownik z masą serową, sernik królewski, metrowca i ciasto japońskie. Kocham zapach pierników, skórki pomarańczowej i cynamonu.

- U mnie muszą być obowiązkowo domowe ciasta, ja tradycyjnie piekę sernik, a siostra co roku ma nowy pomysł na inne ciasto, choć ja lubię tradycję i brakuje mi potraw z dzieciństwa. – przyznała Anna Wrocławska.

- Skoro już mówicie o ciastach, a ja jestem łasuchem, to jeszcze Ania i Agnieszka, muszą coś powiedzieć – Magda spojrzała na dziewczyny.

- Wypieki zawsze robię z moją mamą, – przyznała Agnieszka – ponieważ ona jest mistrzynią świata, jeśli chodzi o cukiernictwo. Ja mogę się pochwalić tortem świątecznym, bo ponoć nikt nie robi tak dobrych jak ja.

- Ech – westchnęła ciężko Ania Ziobro – Jak już wspomniałam, w kuchni radzę sobie co najwyżej średnio, a z wypiekami jest jeszcze gorzej. Na szczęście mam męża, któremu ciasta wychodzą lepiej niż mnie. Już tydzień lub dwa przed świętami zarabia ciasto na pierniczki, które sam wypieka, a my z córką pomagamy w dekorowaniu. Czasem i to nam nie wychodzi, ale na szczęście sprawę można szybko zatuszować i po prostu zjeść nieudanego pierniczka.


CIĄG DALSZY NASTĄPI...      





sobota, 24 grudnia 2022

Wigilia w Hotelu Marzenie.


CZĘŚĆ PIERWSZA

Hotel Marzenie nie rzucał się w oczy. Zazwyczaj ludzie mijali go, nie zwracając uwagi na wielkie, ciężkie drzwi, które chroniły wnętrza przed ciekawskimi i nieproszonymi gośćmi. Co niektórzy słyszeli już o pięknym hotelu, w którym można przeżyć magiczne, niezapomniane chwile, ale jego właścicielka zawsze precyzyjnie dobierała gości, którzy pojawiali się w jej gościnnych wnętrzach.

Tym razem, postanowiła zaprosić sześć autorek, żeby tchnąć w nie magię Świąt i choć na małą chwilę odsunąć od sprzątania i szalonych zakupów.

- Cudowne miejsce. – Westchnęła Agnieszka Kotuńska, rozglądając się po wielkim holu, w którym miały poczekać na właścicielkę. – Marzyłam, żeby tu przyjechać.

- Ja byłam w ubiegłym roku. – Przyznała Daria Skiba – Nie wiem, w jaki sposób Magda tego dokonała, ale spełniła wszystkie nasze marzenia. To było coś magicznego i niezapomnianego.

- Opowiesz coś więcej? – Sylwia Trojanowska czuła niedosyt spowodowany takim krótkim wspomnieniem.

- Oj, to była prawdziwa uczta… - zaczęła Daria, ale w tym momencie pojawił się lokaj i zaprosił wszystkie panie do innego pomieszczenia.

Posłusznie poszły za ubranym w nienagannie skrojony uniform, mężczyzną.

- Dokąd idziemy? – zapytała szeptem Anna Ziobro, Darię.

- Nie mam pojęcia. – Przyznała – Ostatnio było zupełnie inaczej.

Nie miały okazji porozmawiać dalej, bo dotarły do końca korytarza i lokaj otworzył drzwi prowadzące do pustej hotelowej kuchni.

- Nic z tego nie rozumiem. – Przyznała lekko zawiedziona Daria, która liczyła na smaczne potrawy, a nie zamknięcie przy garach.

Rozejrzały się, zaglądając niemal w każdy kąt i wzdychając, raz po raz widząc wyposażenie i zaopatrzenie, jakim dysponował hotel.

- A gdzie kucharze? – zastanawiała się Anna Wrocławska.

- Wy dziś będziecie kucharzami i cukiernikami. – Oświadczyła Magda, której dotąd nikt nie zauważył. – Właśnie taką niespodziankę dla Was przygotowałam. Chciałabym, żebyście zrobiły potrawy, które pojawiają się na waszych stołach, ale zanim weźmiecie się do pracy, opowiedzcie mi o tym. Aniu, może właśnie ty zaczniesz? – zapytała zaskoczonej pisarki.

- Kiedyś szykowałam świąteczne potrawy wraz z całą rodziną, ale od paru lat spędzam święta z siostrą i jej najbliższymi, więc dzielimy się obowiązkami. Mamy więc potrawy z różnych rodzinnych tradycji, są zatem ryby w galarecie i po grecku, smażone, sałatki, barszcz z uszkami lub zupa rybna, kapusta z grzybami. Mnie co roku zostaje przydzielona sałatka jarzynowa i pierogi, kompot z truskawek, piekę też sernik i pierniczki, które sama ozdabiam. Resztę potraw szykuje siostra ze szwagrem.

- Ja robię niewiele. – Przyznała Sylwia Trojanowska – Zawsze przygotowuję tradycyjną sałatkę warzywną oraz babkę makową.

- Jeśli chodzi o gotowanie, ogólnie marna ze mnie kucharka. – Anna Ziobro nie czuła się dobrze w otoczeniu garów i przeróżnych towarów, które miała zamienić w coś pysznego. - Gotuję na tyle dobrze, by rodzina nie umarła z głodu. Podobnie jest z daniami wigilijnymi. Staram się włączyć w ich przygotowanie i zawsze dzielimy się potrawami z mamą, ale to ona odpowiada za większość, zwłaszcza tych wymagających. Ja staram się każdego roku przygotować zupę grzybową, bo nie wyobrażam sobie bez niej wigilii. Wcześniej prawdziwki zbierali teściowie, teraz robi to mąż. Sama zupełnie się na tym nie znam, więc muszę mieć zaufanie, że nie spróbuje nas otruć. Na każde święta piekę też trójkolorowy wieniec z ciasta drożdżowego ‒ jedyny spektakularny wypiek, jaki mi wychodzi.

- Więc jednak coś potrafisz. – Uśmiechnęła się Magda. – Jolu, a ty? – Zwróciła się do Zaglądającej do lodówki Joli Kosowskiej.

- Zwykle robimy rodzinną wigilię, na którą każdy z uczestników coś przygotowuje. Tak jest ciekawiej, bo na wigilijnym stole pojawiają się potrawy z różnych regionów Polski. Ja na naszą wspólną wieczerzę przygotowuję potrawy z czasów mojego dzieciństwa, kiedy potrawy na wigilię przygotowywała babcia mieszkająca na Górnym Śląsku. Na stole w Zabrzu zawsze gościły smażony karp, moczka, makówki i kapusta z grochem. Te potrawy były najważniejsze. Do moich ulubionych wigilijnych potraw, które co roku pojawiają się na naszym stole, należą również barszcz czerwony z uszkami lub krokietami, zupa grzybowa, śledzie, pierogi z kapustą i grzybami, gołąbki, kompot wigilijny, różne smażone ryby… Wigilia jest u nas tradycyjna, postna. Na święta przygotowujemy rybę po grecku, sałatkę jarzynową, bigos, pasztet, sałatkę śledziową, rolady, pieczoną gęś, schab ze śliwkami.

- Wow! To prawdziwa uczta. Ale wyjaśnij mi, czym jest moczka i placek japoński?

- Moczka to śląska potrawa wigilijna. Robiły ją moja prababcia, babcia i mama. Robię i ja. Składa się z ugotowanego suszu - jabłka, gruszki, śliwki, który kroi się potem w kostkę, drobniutko pokrojonych migdałów, pokrojonych orzechów dużej ilości rodzynek. To wszystko miesza się i zagotowuje w wodzie. Zagęszcza się piernikiem, wcześniej namoczonym w wodzie. Po dodaniu piernika też się całość zagotowuje. Na koniec dodaje się odrobinę piwa. Deser podaje się na zimno. Jest delikatnie słodki. Dla mnie wyśmienity. Natomiast placek japoński to rodzaj makowca z dużą ilością bakalii i jabłek i polewą czekoladową.

- Kogo jeszcze nie zapytałam? – Magda rozejrzała się wokół – Daria. Próbujesz się schować?

- Co? Nie! Absolutnie nie. Święta zarówno w moim domu rodzinnym, jak i te na obczyźnie zawsze pachną czerwonym barszczem z uszkami i karpiem, na które czekam cały rok z wielką niecierpliwością. Nie może zabraknąć pierogów, sałatki jarzynowej i śledziowej oraz pysznych ciast. W pierwszy dzień świąt na śniadaniu nie może zabraknąć białej kiełbasy, do której idealne są buraczki z chrzanem. Na samą myśl już cieknie mi ślinka. W tym roku oczywiście tradycyjnie już zrobimy z córeczką pierniczki. Do tego planuję również paszteciki, ciasto marchewkowe i tartę z musem czekoladowym. Zapewne coś jeszcze wymyślę, a pozostałe potrawy przygotuje teściowa.

- No i jeszcze Agnieszka Kotuńska. Zamknij już tę lodówkę, musisz sama coś ugotować, żeby było do zjedzenie – zaśmiała się Magda. Opowiadaj teraz o potrawach wigilijnych.

- Słyuchając opowiadań dziewczyn, zrobiłam się głodna – odparła Aga, chcąc się usprawiedliwić – U mnie to były przede wszystkim pierogi. A żeby było zabawnie, każdy u mnie w domu lubi inne. Oczywiście tradycyjnie robię pierogi z kapustą i grzybami. U mojego taty w domu była taka tradycja, że babcia chowała pieniążek w pierogu i osoba, która podczas jedzenia natrafiła na monetę, miała żyć w szczęściu i dostatku. Jakimś fartem, akurat to dziadek zawsze trafiał na takiego pieroga. My tego nie robimy w obawie, że po prostu ktoś z nas mógłby złamać sobie ząb. Oczywiście muszą być ruskie, ponieważ mój syn je uwielbia. Ja natomiast robię również pierogi z kaszą gryczaną i serem, są przepyszne! A dla mojej córci lepię z jagodami i takim o to sposobem wszyscy są szczęśliwi. Praktycznie szykuję wszystkie dwanaście potraw, jak nakazuje tradycja, ale większości sama nie jem, ponieważ ich nie lubię. Jest karp, ryba po grecku, kutia, barszcz czerwony. Nie robię uszek, dlaczego? Nie mam pojęcia, ale nigdy ich nie robiłam, ale szykuję różnego rodzaju sałatki, gołąbki, mięso na pierwszy i drugi dzień świąt i oczywiście ciasta: sernik, makowiec, piernik i ciasteczka pierniczki, i jak ja to mówię: bez orzechowca nie ma świąt.

To teraz zostawię was w kuchni. Możecie ugotować coś z tych potraw, o których mówiłyście. Przyznam, że mam ochotę spróbować waszych potraw. No i żebyście nie myślały, że tu pracujecie, to oczywiście dostaniecie pomoc. – Magda wskazała na drzwi i w tym momencie w kuchni pojawiło się kilka osób w strojach kucharskich. – Ja muszę zajrzeć do salonu, gdzie za kilka godzin spotkamy się na kolacji.


Ciąg dalszy nastąpi... Czytelniku zajrzyj tutaj jutro :)  

 

czwartek, 22 grudnia 2022

Wigilia w Hotelu Marzenie. [zapowiedź]

 

Wigilia w Hotelu Marzenie.



”Jest taki dzień, bardzo ciepły, choć grudniowy...”

Dzień, w którym nerwówka miesza się z wyczekiwaniem. Gdy aromaty świąt przeplatają się z kolędą, a dzieci niecierpliwie pytają, kiedy w końcu pojawi się Mikołaj i zostawi prezenty pod choinką błyszczącą pięknymi światełkami.

Dzień, w którym każda potrawa jest wyjątkowa, bo dzielona z najbliższymi. Wigilia w każdym domu jest wyjątkową chwilą. W tym roku, w Hotelu Marzenie pojawi się sześć  polskich pisarek, które opowiedzą o tradycjach, choince i rodzinnej atmosferze. 



Zapraszam Was do Hotelu Marzenie w dniach 24.12; 25.12; 26.12.2022 r.


piątek, 9 grudnia 2022

Mira Białkowska – „Odmrożona nadzieja”

 


Autor: Mira Białkowska

Tytuł: „Odmrożona nadzieja”

Wydawnictwo Literackie Białe Pióro

Rok wydania: 2022

Liczba stron: 275

To nie jest moje pierwsze spotkanie z twórczością Autorki. Miałam przyjemność przeczytać kilka powieści Miry Białkowskiej i powiem ci, że za każdym razem ich treść bardzo przypadła mi do gustu. Dlatego też, kiedy Autorka poprosiła mnie o patronat, nie zastanawiałam się ani chwili. Wiedziałam, że na pewno dostanę ciekawą historię. Czy tak było? Czy powieść mnie zachwyciła? O tym przekonasz się za chwilę.

Może na początek troszkę fabuły, takie małe wprowadzenie w tematykę powieści. Główna bohaterka – Cecylia jest nauczycielką w małej szkole, ale też kobietą, którą los nie oszczędzał. O swoim życiu i zmaganiach osobistych napisała książkę. Dzięki niej trafiła też na Poznańskie Targi Książki, gdzie miała możliwość spotkać się z czytelnikami i opowiedzieć im, o tym co przeszła. Tam też przypadkowo poznaje jego – Iwo. Dwa światy, dwie różne ścieżki krzyżują się ze sobą. Oboje poranieni i skrzywdzeni przez los. Czy mają szansę jeszcze się spotkać? Czy los pisze dla nich jakiś wspólny scenariusz? O tym musisz przekonać się sama. Po prostu sięgnij i przeczytaj, bo ode mnie nic więcej się nie dowiesz.

„Odmrożona nadzieja” to powieść, która wciąga od pierwszej strony, fabuła nie pozwala oderwać się od lektury, aż nagle czytasz ostatnią stronę. Zdecydowanie zbyt szybko się skończyła. To duża zasługa autorki, która jest wnikliwym obserwatorem, a jednocześnie nie koloryzuje rzeczywistości. Ukazuje ją taką, jaka jest. W swej powieści porusza ważne aspekty życia, zmusza do refleksji, wywołuje śmiech, ale również i smutek. W książce były momenty, które wywołały mój szczery śmiech, ale też i takie, w których chciałam usiąść i porozmawiać z bohaterką, tak po prostu być z nią w jej chwilach zwątpienia. Miałam ochotę pomóc wyjść jej z kokonu, którym troszkę się otoczyła. Z drugiej strony, wcale się jej nie dziwię, że podchodziła do życia ostrożnie po tym, co przeszła. Nie była pewna, czy może się cieszyć życiem, czy trudy tego, przez co przeszła, nie wrócą. W takich chwilach człowiek często traci nadzieję, jego życie dominuje strach. Cecylii nie jest łatwo uwierzyć w ludzi, niektórzy zbyt mocno ją zawiedli. Strach i obawa jest częstym towarzyszem. Czy Cecylia odmrozi nadzieję? Czy da sobie szansę na dalsze, spokojne życie? Na szczęście? Jaką rolę odegra w jej życiu Iwo?

Również bohaterowie zostali wspaniale wykreowani, przez co, stali mi się bliżsi. Szczególnie polubiłam Cecylię, bardzo dobrze rozumiałam. Wiem, przez co musiała przejść i jak trudno było jej powrócić. Lęk nie pozwala żyć normalnie, zawsze zostawia po sobie jakieś okruchy w świadomości. Dobrze jeśli umiemy nad nimi zapanować... Bardzo trafne są też słowa, które padły w powieści, warto o nich pamiętać: 

„Życie jest krótkie i nieprzewidywalne. Należy z niego korzystać, jeśli jest to możliwe. Nie zamrażać się na uczucia i nie zamrażać swoich nadziei, tylko je pielęgnować, bo ma pani dopiero trzydzieści pięć lat”.

Podsumowując, z całego serca polecam ci tę powieść. Koniecznie po nią sięgnij, na pewno nie będziesz żałować czasu, jaki jej poświęcisz. 


Za możliwość przeczytania, objęcia patronatem i zrecenzowania dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu