poniedziałek, 3 lipca 2023

Jolanta Bartoś – „Krzyk ciszy” [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA]


 

Autor: Jolanta Bartoś

Tytuł: „Krzyk ciszy”

Wydawnictwo: ZYSK I SK-A

Data Premiery: 01.08.2023 r.

Liczba stron: 368



Są w moim życiu chwile, kiedy z niecierpliwością wypatruję książek  od ulubionych autorek. Na hasło „wkrótce będzie nowość” reaguję z ogromnym entuzjazmem. Jeszcze pamiętam „Śpij, dziecinko śpij” i  emocje, które mi wtedy towarzyszyły, a tymczasem jestem już po lekturze najnowszej książki Jolanty Bartoś. Uwierz mi autorka z każdą powieścią, coraz bardziej mnie zadziwia. W jej twórczości wszystko jest dopięte na tak zwany „ostatni guzik”, tutaj wszystko dzieje się w odpowiednim czasie i momencie, jest doprecyzowane i wręcz idealne.

Pewnie jesteś ciekawa, o czym jest najnowsza powieść „Krzyk ciszy”? Tym razem pozwól, że za wiele ci nie zdradzę. Barbara Trzebińska jest wybitnym lekarzem transplantologiem. Po wieloletnich staraniach odzyskuje rodzinny majątek w Jaraczewie, który następnie remontuje, aby móc w nim spędzać swój czas. Podczas pobytu w dworku zaprzyjaźnia się z Mareczkiem Jaczyńskim. Chłopiec ma siedem lat. Wkrótce Marek ginie w tajemniczych okolicznościach. W tym samym czasie Barbara opuszcza Jaraczewo i dostaje szanse wyjazdu na grant medyczny do Stanów. Wraca po pięciu latach do swej posiadłości z dwunastoletnim chłopcem o imieniu Karol. 

Kim jest Karol? Czy to może jest zaginiony przed laty Marek? Co się działo podczas nieobecności Barbary w Jaraczewie? Mnóstwo pytań nasuwa się w czasie czytania. Czy znalazłam na nie odpowiedzi? Tak, ty też na pewno odnajdziesz.

Powieść „Krzyk ciszy” Jolanty Bartoś przeczytałam w jedną noc. Czułam, że tak będzie. Wiedziałam, że to zły pomysł, aby zaczynać lekturę wieczorem. Mimo to zaryzykowałam... i przepadłam jak kamień w wodę. Dobrze, że następnego dnia miałam wolne. Wiedziałam, czego mogę się spodziewać, ale... dostałam dużo więcej. Historia wciągnęła mnie niczym wir w swoją fabułę, przesiąkniętą okruszkami śladów i poszlak. Nie sposób było się od niej oderwać. To był żywioł budzący ogrom emocji, śledziłam to, co się działo, zapominając o oddechu. Próbowałam odkryć, domyślić się, co się stało z Markiem. Jednak, kiedy już byłam niemal pewna, że mam rację, Autorka perfidnie podrzucała mi inny trop, bawiąc się ze mną w kotka i myszkę. Nic mi się nie sprawdzało. Muszę przyznać, że Jolanta umiejętnie mną manipulowała, wskazując co rusz inne ścieżki, które trzeba sprawdzić. Jednak to nie wszystko! W niektórych momentach miałam ciarki i włosy stawały mi na głowie. Jestem trochę bojaźliwa, więc podkręcanie opisów grozy, było wzbudzaniem demonów, które czyhają w mroku. Powiem Ci tylko, że pewne oczy błyszczące w ciemności, prześladują mnie do tej pory. One były tak rzeczywiste i realne, że jeszcze teraz rozglądam się z trwogą – co też wyobraźnia może uczynić z człowiekiem. Wiem, że brzmi to wszystko tajemniczo, ale nie chcę odkryć zbyt dużo, żeby nie zepsuć Ci przyjemności czytania. Powtórzę za Autorką: 

„W ciszy rodzi się tylko krzyk rozpaczy”. 

Ta historia to prawdziwy majstersztyk Autorki niczym wykwintne danie doprawione adrenaliną i strachem wpadającym niemal w histerię, ale też miłością i tęsknotą odbierającą zmysły. Nie sposób w tym momencie wspomnieć krótko o bohaterach, którzy byli wspaniale wykreowani i bardzo realistyczni. Jednych polubisz, innych raczej miłością nie obdarzysz, ale pozostaną w twej głowie niczym echo odbijające „krzyk ciszy”. Nie wiem, czy wiesz, ale autorka często w swych powieściach,  wykorzystuje imiona i nazwiska swoich czytelniczek i czytelników. Oczywiście za ich pełną zgodą. Powiem Ci, że to bardzo miłe przeczytać swoje nazwisko w książce. Zapewne dziewczyny, które są bohaterkami, zżera ciekawość, jakie role im przypadły. No cóż, Andżeliki to ja nie polubiłam. Napsuła mi krwi i podniosła nie raz ciśnienie do granic możliwości. Nic jej nie tłumaczy, biedny ten jej mąż. Łatwo z nią nie miał. Za to z doktor Edyty to niezłe ziółko było. Na uwagę zasługuje też Anna – policjantka, i Magdalena – taki osiedlowy, ale całkiem pożyteczny monitoring. No i coś czuję, że może wam się spodobać starszy aspirant Dominik Grześkowiak. Był całkowitym przeciwieństwem Antoniego Dąbrowskiego, który wzbudzał moją złość już od pierwszego spotkania. Zresztą przekonasz się sama. Ciekawa jestem, który bohater Tobie się spodoba.

Podsumowując, „Krzyk ciszy” musisz przeczytać. Ten emocjonalny rollercoaster dostarczy Ci  niezapomnianych wrażeń i na długo pozostanie w twej pamięci. Nie pozwoli Ci o sobie zapomnieć. Ja jeszcze teraz wracam do niektórych chwil i  jestem zafascynowana ich realistycznym przedstawieniem. Jolanta Bartoś potrafi trzymać czytelnika w napięciu do końca powieści. Może i z Twojego gardła wyrwie się krzyk. Bo takiego zakończenia to ja się nie spodziewałam. 

Czy polecam?

Myślę, że nie zechcesz odłożyć tej historii nawet na chwilę. Koniecznie przeczytaj!


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuję autorce Jolancie Bartoś

oraz Wydawnictwu



niedziela, 2 lipca 2023

Aneta Krasińska – „Za głosem miłości”

 

Kochani nie wiem, czy już widzieliście, więc i ja o tym napiszę. Już wkrótce będziemy mogli przeczytać najnowszą powieść Anety Krasińskiej pt. „Za głosem miłości”.

Poniżej przedstawiam Wam okładkę i opis powieści.


OPIS:

Luiza z trudem łączy pracę i studia dziennikarskie. Pracowita i sumienna dziewczyna ze zdumieniem patrzy na nowych znajomych, którym wszystko przychodzi bez trudu. Gdy nieporozumienie rozdziela przyjaciół, a na horyzoncie pojawia się interesujący chłopak, Luiza traci dla niego głowę. Wraz z nową miłością wszystko się zmienia, a szczęście nareszcie zaczyna się uśmiechać. Tylko, czy sielanka może trwać wiecznie? Czy w imię miłości Luiza porzuci marzenia? Czy stawi czoła manipulacjom i kłamstwom? Czy zdoła dostrzec swoje potrzeby i upomnieć się o nie?


Jak Wam się podoba? Mam nadzieję, że zaplanujecie dla niej wolny czas. 

Premiera: 18.07.2023 r.


Książkę można już zamawiać w przedsprzedaży na stronie Wydawnictwa BookEnd (bookend.pl).

Jolanta Bartoś – „Krzyk ciszy” [ZAPOWIEDŹ]

 



Kochani jest mi bardzo miło poinformować, iż już niedługo pojawi się najnowsza powieść Jolanty Bartoś pt. „Krzyk ciszy”, wydana nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka.

Przedstawiam Wam okładkę i opis. Zobaczcie, co tym razem Autorka dla Was napisała.


OPIS:

Barbara Trzebińska jest wybitnym lekarzem transplantologiem. Po wieloletnich walkach udaje jej się  odzyskać rodzinny majątek w Jaraczewie. remontuje dworek i spędza w nim każdą wolną chwilę. Zaprzyjaźnia się z siedmioletnim miejscowym chłopcem, Mareczkiem Jaczyńskim. Wkrótce, chłopiec ginie bez wieści, a poszukiwania nic nie dają. Barbara zostaje pilnie wezwana do kliniki w Warszawie. Dowiaduje się też, że załapała się na grant medyczny w Stanach. Nie zastanawia się długo  i podejmuje decyzję o wyjeździe. Do Jaraczewa wraca po pięciu latach z dwunastoletnim chłopcem. Twierdzi, że Karol jest jej adoptowanym synem. Powrót Barbary wzbudza niepokój w matce Mareczka. Andżelika Jaczyńska  nigdy nie zapomniała o zaginionym dziecku.


I co Wy na to? Przeczytacie? Ja już teraz polecam tę powieść Waszej uwadze.


Premiera: 01.08.2023 r.


Książkę można już zamówić u Autorki. Na pewno będzie z autografem. Zajrzycie na stronę autorską Jolanty Bartoś na FB. Znajdziecie tam wszystkie informacje.

sobota, 17 czerwca 2023

Czytelnicze perełki

 


Witajcie kochani!

Cieszę się bardzo, że dzielicie się ze mną swoimi opiniami o przeczytanej książce. Zachęcam nadal do ich podsyłania. Przypominam, że co kwartał będę wybierać najlepszą opinię, będzie też za to nagroda niespodzianka. 

Wierzę, że zgłosi się jeszcze więcej osób :)

Dzisiaj poznacie opinię Marzeny Czapskiej i Jolanty Bartoś. Jaką książkę polecają? Zaraz się przekonacie. Wystarczy czytać dalej.


Marzena Czapska poleca:



„Kto nie ma odwagi do marzeń

nie będzie miał siły do walki”.

„Marzenko, 

Nie trać wiary!

Nie trać siły!

Nie trać nadziei!”

Słowa te, to dedykacja, którą specjalnie dla mnie napisała p. Mira Białkowska na pierwszej stronie swojej książki „Odmrożona nadzieja”, wydanej przez Wydawnictwo Literackie białe Pióro, którą to książkę mi podarowała.

Nie znałam Autorki, nie miałam pojęcia, o czym będzie książka, ale już kilka pierwszych stron przeniosło mnie w przeszłość... Za kilka tygodni minie 5 lat od chwili, kiedy otrzymałam na papierze diagnozę – złośliwy rak piersi.

Bohaterka książki – Cecylia opowiada swoją historię w chwili, kiedy zbliża się do „magicznej” bariery, minęło 9 lat od kiedy zachorowała...

Rak to już choroba cywilizacyjna, wciąż i wciąż słyszymy, że zachorował brat, sąsiad, siostra, mama, koleżanka, przyjaciółka, znany aktor, artysta estrady, znajomy... I ile osób, tyle reakcji na wiadomość, tyle sposobów radzenia sobie z nią...

Czy rak to naprawdę wyrok? Niestety wciąż jeszcze często tak. Jedno wiem na pewno. Wielką rolę w procesie walki z chorobą spełnia nasze własne nastawienie. Wiem, że bez względu na wszystko musimy zaufać w mądrość lekarzy i uwierzyć w Boży Plan, zebrać wszystkie siły, otoczyć się życzliwymi ludźmi, przykleić uśmiech na twarz i stawać do walki. Jak ważną jest świadomość, że są obok nas ludzie, którzy wspierają obecnością, rozmową, modlitwą, pomocą – przekonałam się osobiście. To była chyba największa motywacja. Jeśli jest obok ktoś, kto gładzi Twoją łysą głowę, kto zmienia opatrunki na pooperacyjnych ranach, to uwierzcie, bardzo, bardzo pomaga.

Niestety Cecylia w tym najtrudniejszym czasie zostaje sama, bo mąż „nie poradził sobie z sytuacją”. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co kobieta czuje się w takiej chwili...

Co łączy mnie z Cecylią? Obydwie nie znosiłyśmy słów „będzie dobrze”... Na mnie te słowa wciąż działają, jak przysłowiowa płachta na byka. Jednak przykro mi było, kiedy czytałam, że Cecylia absolutnie nie chciała rozmawiać o swojej chorobie. A to bardzo ważne, żeby nie trzymać w sobie emocji, myśli. Ja mówiłam o tym każdemu, kto chciał słuchać, mówiłam Bliskim, mówiłam znajomym. To był swoisty etap terapii.

Kochałam moją łysą głowę, bo wiedziałam, ze ktoś jeszcze ją kochał, kocham swoje blizny, bo nikt nigdy nie dał mi odczuć, że one mnie szpecą. Cecylia uważała, że nie ma prawa być szczęśliwa, bo nie może obarczać drugiej osoby swoją chorobą. Dużo czasu jej zajęło, żeby zrozumieć, że nie tylko ma prawo, ale wobec siebie ma obowiązek być szczęśliwą.

Każdy z nas, zdrowy czy chory, młody czy starszy, piękny czy trochę mniej – ma prawo być szczęśliwym.

I nawet jeśli choroba kiedyś wróci, ja Miro nie stracę wiary ani wiary... Może jedynie sił będzie troszkę mniej.

Przeczytajcie tę piękną książkę! Nie pozwólcie, żeby zamarzła nadzieja – Wasza, czy kogoś obok Was.


Jolanta Bartoś poleca:


W międzyczasie...

„Mówią, że kiedy życie daje ci cytryny, ty zrób z nich lemoniadę. Wyciśnij i wykorzystaj do cna to, co dobre”.

Jak wiecie, zawsze szczerze polecam każdą powieść Kasi Janus. Niestety tym razem przez pierwsze sześćdziesiąt stron „Błękitny dom nad jeziorem” wymęczył mnie okrutnie, bo nic się nie działo. Antonina Zielińska, bibliotekarka z Leszna, dostaje spadek po ciotce – domek na Mazurach i decyduje się na daleką podróż do małej wioski niedaleko Mrągowa. I już. To całe streszczenie tego, przez co nie mogłam przebrnąć.

I muszę powiedzieć, że gdybym nie znała Kasi i jej powieści, ta książka wylądowałaby na półce. Ale potem następuje burza z piorunami, taka złowieszcza, która niesie zniszczenie. I tu następuje przełom. Dalej karty zmieniają się same w zastraszającym tempie. Nie wiem kiedy z grubej ponad czterysta stronicowej powieści nastąpiło słowo koniec. Błękitny dom na Mazurach staje się przystanią dla trzech kobiet, których losy ze sobą splotło życie. 

Tu nie tylko mamy fajną powieść obyczajową z miłością życia, ale mały wątek kryminalny (szkoda, że tak krótki) i skrywaną tajemnicę rodzinną. 

Nie chcę opowiadać o wszystkim, co działo się w tej powieści, bo książki Kasi są budowane na emocjach, które trzeba odkryć, przeżyć, zrozumieć i wybaczyć. I ta powieść właśnie taka jest. Chwilami pełna łez, bólu i beznadziejności, a nieco dalej tryskająca szczęściem i tęsknotą...

Nie będę już wspominała o przydługim początku, bo reszta książki zrekompensowała mi te męki.

Oczywiście, że polecam, jak każdą książkę Kasi.



Marzenko, Jolu dziękuję jeszcze raz za wasze opinie.


niedziela, 11 czerwca 2023

Alicja Santarius – „Skorupkę rozbić młotkiem”

 


Czy wiesz, kim jesteś? Może mleczem? Czy bliżej Ci do orchidei? Znasz definicję tych kwiatów? Ja nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam, dopóki nie przeczytałam tych słów:

„Pamięta, że od tego momentu zapragnęła być mleczem – normalnym, przeciętnym, zwykłym. Który nie ima się wiatru i burz, rośnie, robi swoje. Nie jest może szczególnie wysublimowany, elokwentny i unikatowy, ale gdziekolwiek się go posadzi, postawi czy położy, a nawet gdziekolwiek spadnie – poradzi sobie, dostosuje się i będzie szczęśliwy.

Odkąd po raz pierwszy usłyszała tę definicję, wiedziała, że jest orchideą: delikatną, czułą, nadwrażliwą, wymagającą pochwał, specjalnej pielęgnacji, ugłaskania. Kiedy zaś warunki przestaną być dla niej komfortowe – zginie marnie, bo nie jest na nie przygotowana”.

To kim, jesteś? Bo ja to chyba jestem trochę tym i tym.

Dzisiaj opowiem Ci o książce Alicji Santarius „Skorupkę rozbić młotkiem” i jej bohaterce – Adzie Skurskiej. Ada, jak pewnie się domyślasz, jest orchideą, będąc zarazem matką, żoną, córką, przyjaciółką, Jest bardzo zaangażowana w życie swojej rodziny. Swoją postawą pokazuje, że macierzyństwo, pracę, dbanie o rodzinę i inne wyzwania zawsze można pogodzić. Jednak w pewnym momencie Ada zmuszona jest przystopować. W jej życie wkrada się podstępnie nieuleczalna choroba, której symptomów nie zauważyła wcześniej. Rozpoczyna się walka o siebie, o swoją równowagę psychiczną. Duże oparcie ma w swojej rodzinie. Nie będę zdradzała Ci więcej szczegółów z fabuły. Może sięgniesz po nią sama i przekonasz się, co ma do zaoferowania.

Muszę Ci powiedzieć, że ta książka długo czekała na moją opinię, co wcale nie znaczy, że mi się nie podobała. Tylko ciężko ubrać mi myśli w słowa i przelać je na „papier”. Po przeczytaniu jeszcze z kilkanaście razy wracałam do niej, zaznaczałam fragmenty, czytałam je po raz drugi, niekiedy i trzeci raz. Może kiedyś uda mi się spotkać z autorką i porozmawiać, bo przecież nie wszystko można wyrazić w słowa i zapisać.

Pomimo że powieść ma tylko 150 stron, jest niewielka objętościowo, to zawiera w sobie dużą dawkę emocji, pewien spokój i skłania do refleksji. Alicja Santarius nie tylko pokazała, jak ważna jest w życiu każdego człowieka rodzina, jej wsparcie, ale też podejście do choroby. Wielu z nas dowiadując się o chorobie swojej, czy bliskiego otacza się „skorupką”, wchodzi w nią, zamyka się, odgradza od świata. Nie chce wsparcia, pomocy. To taki nasz pierwszy odruch, szok i niedowierzanie. Mnóstwo pytań i jedno najważniejsze „dlaczego akurat ja”? Tymczasem autorka pokazuje, że trzeba walczyć o siebie, nie pozwolić, aby choroba zdominowała nasze życie. Warto znaleźć sobie zajęcie, pokonywać słabości. Iść krok za krokiem dalej, tak jak czyniła to nasza bohaterka. Trzeba szukać w sobie tego wewnętrznego spokoju. Należy rozbijać skorupkę powoli, z determinacją. Jest jeszcze coś, o czym muszę wspomnieć, Ada szuka też wiadomości o ojcu, myśląc, że może w przodkach znajdzie podłoże choroby. Trafia na wiele informacji, by w końcu odkryć prawdę. Ten moment odkrywania swoich korzeni w archiwach, ponownie uświadomił mi, że gdzieś w głębi mnie powoli narasta chęć stworzenia drzewa genealogicznego, ustalenia przodków. Być może i ja, podobnie jak Ada kiedyś się za to zabiorę.

Jeśli jesteście ciekawi, jak potoczyło się życie Ady, co znalazła w historii swojej rodziny, to koniecznie przeczytaj.. Wiem, że ja do tej książki, do jej fragmentów wrócę pewnie jeszcze nie raz. 

Powieść ukazała się nakładem Wydawnictwa Papierowy Motyl, a ja polecam tę książkę Twojej uwadze.


sobota, 10 czerwca 2023

Czytelnicze perełki

 



Witajcie kochani!

Cieszę się bardzo, że kilka osób już wyraziło chęć na podzielenie się ze mną i z Wami swoimi opiniami o przeczytanej książce. Wierzę, że zgłosi się jeszcze więcej osób :)

Dzisiaj poznacie opinię Jolanty Bartoś i Marzeny Czapskiej. Jaką książkę polecają? Zaraz się przekonacie. Wystarczy czytać dalej.


Jolanta Bartoś poleca:


„Elżbieta Stępień ma ten dar, że pisze ciekawe książki, a czasem potrafi mnie doprowadzić do łez.

Tym razem dostałam powieść, która natychmiast wciągnęła mnie w wir kryminalnej historii, przesiąkniętej mafijnymi układami, narkotykami, kuszącą łatwą forsą, imprezami, luksusami niedostępnymi dla zwykłego człowieka, ale również niebezpieczeństwem i śmiercią. Życie nie jest takie proste i za każdy uczynek kiedyś przyjdzie zapłacić rachunek, jaki wystawi los.

Nie będę pisała o bohaterach, bo o ich losach musicie przeczytać sami, ważne, że spełniło się moje marzenie i nie dostałam cukierkowej historii miłosnej, która przez kilka kolejnych dni będzie mi się odbijała tęczą. To naprawdę ciekawa opowieść, pełna niebezpieczeństw, straconego zaufania i zagubionej miłości...

Mówię moim koleżankom po piórze(tym piszącym obyczajówkę), że wątek kryminalny znacznie podnosi tępo i emocje w powieści. I kiedy korzystają z moich rad, jestem dumna, że potrafią napisać powieść, którą mogę polecić.

Elżbieta Stępień ma na swoim koncie kilka pozycji literackich, ale „Zaułek spełnionych marzeń” (trzecia część serii „Czego nie wiesz o aniołach”) uważam za najlepszą historię, jaka wyszła spod jej pióra”.


Marzena Czapska poleca:


„Absolutnie mistrzowski finał dwóch, z pozoru nie mających ze sobą nic wspólnego książkowych serii. O tym, że pani Aneta Krasińska pisze piękne książki wiedziałam już po przeczytaniu „Nauczycielki z getta”. Oczywistym wtedy dla mnie stało się, że muszę mieć na swojej półce kontynuację tej przepięknej historii – „Nauczycielka z getta. Wciąż pod wiatr”.

W międzyczasie postawiłam sobie zadanie, żeby jak najszybciej to będzie możliwe, przeczytać wszystkie wcześniejsze książki p. Anety. A było ich kilka i wszystkie cudowne. Wreszcie też, tuż przed premierą najnowszej książki, udało mi się (dzięki wielkiej pomocy siostry Asi) przeczytać serię Słodko Gorzką („Słodki smak marzeń” i „Gorzki smak marzeń”).

Wszyscy my, miłośnicy książek pani Anety czekaliśmy z zapartym tchem na finały obu tych wyjątkowych książkowych serii. Przyznaję, niewiele już jest rzeczy,, które mogą mnie zaskoczyć... A tu proszę... Smak wspomnień! Dwie tak różne historie, dwa różne okresy naszej historii, inne miejsca, inni ludzie, inne problemy, inny świat.

Laura Kosińska i Laura Lewiatan. Z pozoru jedynym co łączy te dwie kobiety jest imię i równie tragiczna miłość, którą obydwie przeżyły.

Czy mogłam przypuszczać, że w finałowej książce Słodko-Gorzkiej historii spotkam moją ukochaną Nauczycielkę. Gdyby autorka sama o tym wcześniej nie wspomniała, na pewno nie.

Co wyniosę z obu historii?

Przede wszystkim przesłanie, że bez względu na wszystko – miłość jest najważniejsza. Jeśli się kocha prawdziwie, nic nie jest w stanie powstrzymać nas przed pragnieniem bycia z tą drugą osobą – ani piekło Getta, ani obezwładniający strach przed śmiercią, ani głód, czy zimno. Ale też nie będzie przeszkodą odległość, kredyt w banku, pochodzenie, styl życia, czy środowisko, w którym żyjemy.

I jeszcze jedno...Żeby nigdy, bez względu na wszystko, nie zamykać się na drugiego człowieka. Bo choćby nie wiem jak wydawało się, że jest źle, że wszystko się skończyło, że świat nam się zawalił, to nie jest prawda. Zawsze gdzieś tam jest ktoś, coś co może nadać naszemu życiu nowy sens...

Nie opowiem fabuły „Smaku wspomnień”, bo nie chcę Wam odebrać przyjemności przeczytania tej książki.

Jedynie czego mi żal to, że moja ukochana NAUCZYCIELKA LAURA nie odzyskała swojego szczęścia. Z całego serca polecam.

wtorek, 6 czerwca 2023

Czytelnicze perełki


Chciałabyś/chciałbyś sprawdzić, czy potrafisz napisać opinię, którą zachęcisz innych do sięgnięcia po lekturę? 

Napisz krótką opinię (recenzję), prześlij ją wraz z wykonanym przez siebie zdjęciem na moją skrzynkę kontaktową, a pojawi się na moim blogu, jako Czytelnicze perełki.

Zależy mi na tym, żeby to były polecajki książek, które możesz polecić najbliższej przyjaciółce. Nie chcę publikować negatywnych opinii, więc jeśli Ci się książka nie podobała, to i czasu szkoda na pisanie o niej.

Co kwartał wybiorę jedną, najlepszą opinię, a jej autor/ka otrzyma ode mnie drobny upominek.