sobota, 31 grudnia 2016

Monika Fudali – "Kumulacja cierpień"


Tytuł: "Kumulacja cierpień"
Autor: Monika Fudali
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Data wydania: 2011 r.
Stron: 32


Opis:

W murach kumuluje się cierpienie...
Są jak gąbka ze zbyt dużą ilością wody.
Gdy osiągają swój limit i nie są w stanie pochłonąć więcej, pękają...dając upust temu, co w sobie zebrały.
Czasami nie dzieje się nic...a czasem powstaje zło.


Moje wrażenia:

Po raz pierwszy nie wiem, od czego zacząć. Kiedy książka do mnie dotarła, zaskoczona byłam jej objętością. Co prawda wiedziałam, że ma mało stron, ale nie myślałam, że tylko tyle. Pierwsza moja myśl - co znajdę w środku? Co można opisać tak krótko? Czy ona spełni moje oczekiwania? Ale intrygujący tytuł kazał mi ją natychmiast przeczytać. Czy mi się spodobała, o tym już za chwilę.

Cierpienie, czyli ból, jakieś traumatyczne, przykre doznanie, którego chyba każdy z nas doświadczył w życiu. Ma swoje różne odmiany. Cierpienie i zło idzie niekiedy z sobą w parze. Spotkaliście się może z takim stwierdzeniem, iż ściany mają uszy? Iż wszystko widzą co się dzieje w zaciszu domowym? Te wszystkie nieszczęścia, to cierpienie gromadzi się niekiedy w naszych domach. Czy wiecie, że panuje przekonanie, że to cierpienie kumuluje się w naszych mieszkaniach, w ścianach naszych domów? Może mieliście kiedyś uczucie, iż w jakimś domu czuliście się gorzej, odczuwaliście jakieś negatywne emocje, czuliście się jakby ktoś Was obserwował. Właśnie w "Kumulacji cierpień" spotykamy się z taką sytuacją.

Już czytając pierwszą stronę zostajemy wciągnięci w akcję książki. Właśnie zmarło starsze małżeństwo. Byli już w końcu wiekowi, ich śmierć w sumie nikogo nie dziwi. Trwa właśnie wybwwurzanie ich domu. W trakcie tego wyburzania ma miejsce dziwne zdarzenie. Jeden z pracujących tam mężczyzn dostrzega malutkie zwierzątko Z popielicę, która dziwnie się zachowuje. Drapie pazurkami o chodnik, wydaje dziwne odgłosy, ma dreszcze. To co się z nią dzieje jest okropne i straszne... Wygląda to jakby zwierzątko zostało opętane przez szatana. Na koniec ginie pod kołami samochodu. Zostaje po nim tylko coś na kształt szpilki do włosów. Taki mały drobiazg, jakby ze złota... Drobiazg, po który sięga mężczyzna obserwujący to zdarzenie. Czy dobrze uczynił zabierając to z sobą do swego domu? Czy jego życie nadal będzie takie samo? Czy ta szpilka przyniesie mu szczęście? Nie mogę tego Wam powiedzieć, przeczytajcie sami.

"Kumulacja cierpień" to rewelacyjna książka. Nie ma w niej zbyt wielu bohaterów, nie poznajemy jakoś szczegółowo ich przeszłości. Widzimy to, co dzieje się danym momencie. Nie znajdziecie tutaj opisów przyrody,wielkich miłości, to książka z rodzaju literatury grozy. Na pewno podczas czytania odczujecie dreszcz emocji i strachu. Napisana zwięźle i krótko, bardzo plastyczne obrazy powodują,że nasza wyobraźnia działa bardzo sprawnie. Książka daje nam do myślenia, każe się zastanowić. Jej zakończenie mną wstrząsnęło, zaniemówiłam na chwilę... Nie spodziewałam się tego. Powiem Wam tylko jedno, nie zawsze warto sięgać po cudzą rzecz, nie warto się dla niej narażać.

Za dużo Wam nie napisałam, prawda? Więcej jednak powiedzieć nie mogę. Koniecznie sami sięgnijcie po tą trzydzieści dwu stronicową książkę. Gwarantuję, że nie będziecie się nudzić.
"Kumulacja cierpień" wciąga, wywołuje emocje i daje nam przeżyć chwile grozy. Z całego serca polecam. Przeczytajcie!







Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuję organizatorce Book Tour – Darii z Kraina książką zwana  http://krainaksiazkazwana.blogspot.com/      oraz autorce pani Monice Fudali.


Książka bierze udział w wyzwaniu:
Dziecięce poczytania, Olimpiada czytelnicza, Zaczytajmy się.


piątek, 30 grudnia 2016

Agata Adamska – "Łowca czterech żywiołów"



Tytuł: "Łowca czterech żywiołów"
Autor: Agata Adamska
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2016 r.
Stron: 331


Opis:


Idąc na test zdolności magicznych, Aeryla Valnes jest przekonana, że okaże się, iż podobnie jak jej rodzice nie posiada żadnych predyspozycji. Jakiż szok przeżywa, gdy okazuje się, że ma niespotykane umiejętności panowania nad wszystkimi żywiołami.


Moje wrażenia:


Lubię od czasu do czasu sięgnąć po literaturę fantasy. Przenieść się w inny świat – świat magii, postaci i przygód w innym wymiarze. Nie ważne czy jest się dzieckiem, czy dorosłym, w każdym z nas gdzieś ta myśl o posiadaniu magicznych zdolności drzemie. Pomyślcie sami, jak fajnie byłoby się móc teleportować, czy władać magią. Domyślacie się już, o czym będzie "Łowca czterech żywiołów"? Jak myślicie, czy książka mi się spodobała?

Poznajcie szkołę w Elhen i jej uczniów. Spotykamy się z nimi na corocznym egzaminie z magii, w którym również bierze udział Aeryla. Aeryla uważa się za zwykłą dziewczynę, córkę ludzi, którzy tego talentu nie wykazują. Przekonana jest, że nie ma w niej nic magicznego, tymczasem rzeczywistość okazuje się inna. Egzamin wykazuje, że dziewczyna włada nie jednym, czy dwoma żywiołami, lecz wszystkimi czterema. Od tej chwili jej życie ulega zmianie. Musi nauczyć się panować nad swoimi zdolnościami, odbywa lekcje z magii, ma nawet indywidualne zajęcia z wielkim i bardzo poważanym magiem. W tym samym też czasie ktoś włamuje się do kancelarii jej ojca, robi się niebezpiecznie... Ojciec ulega wypadkowi, do jej domu włamują się druzgi, z każdym dniem pojawia się coraz więcej tajemnic. Aeryla wraz z przyjaciółmi próbuje rozwikłać zagadkę. Czy im się to uda? Kim są włamywacze i komu służą? Czy bohaterka opanuje panowanie nad żywiołami?  Koniecznie przeczytajcie sami.

Jak dla mnie książka jest bardzo udanym debiutem literackim Agaty Adamskiej. Wciągnęła mnie swą fabułą od pierwszej strony, nie sposób było się od niej oderwać. Miałam wrażenie, że muszę szybciej czytać, aby zobaczyć, co się będzie działo dalej. A dzieje się naprawdę bardzo dużo. Na brak akcji nie można narzekać. Mamy egzamin z magii, naukę władania magią, podpalenie, włamanie, problemy w szkole i w domu. Po prostu ciągle coś. Nie mogłam przerwać czytania, losy Aeryli zaciekawiły mnie do tego stopnia, że książkę po prostu pochłonęłam.
Jeśli mowa o głównej bohaterce, to muszę przy tej okazji napomknąć, iż jest ona ciekawą postacią. Zawsze mówi to, co myśli, ma dar wpadania w kłopoty, jest odważna i dociekliwa. Po prostu zwykła nastolatka, jakich wiele, tylko obdarzona zdolnościami. Na naszą uwagę zasługują też jej rodzice, siostra oraz przyjaciele. Mamy tutaj do czynienia z istną mieszanką wybuchową bohaterów. Dzięki nim książka jednak wiele zyskuje. Nie raz czytając, śmiałam się z ich utarczek słownych. Ciekawą postacią jest też nauczyciel magii, wielki mag Dreshen, który mam nadzieję, pojawi się w kolejnej części. Jednym słowem bohaterowie ubarwiają fabułę, są dopracowani w każdym szczególe, bardzo łatwo ich sobie wyobrazić.

Muszę jeszcze wspomnieć o okładce. Przyciąga wzrok, nie pozwala przejść obok książki obojętnie. Zawiera w sobie wszystko co powinna mieć, nawiązuje do czterech żywiołów. Jest dynamiczna i daje do myślenia.

Podsumowując "Łowca czterech żywiołów" to bardzo ciekawa książka, przepełniona magią, ciekawym splotem wydarzeń. Pełna humoru, napisana przyjemnym językiem. Osobiście czekam na kontynuację. Jestem bardzo ciekawa, co będzie dalej, czym jeszcze autorka nas zaskoczy. Naprawdę zachęcam Was do przeczytania. Polecam.



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuję autorce – Agacie Adamskiej.



Książka bierze udział w wyzwaniu:
Dziecięce poczytania, Olimpiada czytelnicza, Zaczytajmy się



poniedziałek, 19 grudnia 2016

Skarlet i Albert – "Kuchnia bałkańska"


Tytuł: "Kuchnia bałkańska"
Autor: Skarlet i Albert
Wydawnictwo: Skarlet & Albert / Sowa sp. zo.o.
Data wydania: 2016 r.
Stron: 154



Moje wrażenia:

Myślę, że twórczości Skarlet i Alberta nie muszę Wam przedstawiać. Osoby, które zaglądają do mnie na bloga na pewno dobrze już ich znają, a jeśli ktoś jest tutaj po raz pierwszy, zachęcam do zapoznania się z recenzjami. Wędrowaliśmy już razem po pięknych zakątkach, zwiedziliśmy mnóstwo zabytków, dowiedzieliśmy się różnych ciekawostek, a ostatnio wyruszyliśmy razem do świata retro. Świat retro też nas mile zaskoczył. Tymczasem dziś zabieram Was do kuchni – "Kuchni bałkańskiej"

Kuchnia, nie wiem, jak u Was, ale u mnie odgrywa ważną rolę w domu. Często rozchodzą się z niej różne zapachy, królują przyprawy i pyszne potrawy. Macie jakieś swoje ulubione dania? A może znacie jakieś potrawy kuchni bałkańskiej? Jeśli nie, to postaram się Wam troszkę ją przybliżyć.

O "Kuchni bałkańskiej" opowiadają nam autorzy na przykładzie Bułgarii. Tradycyjnym posiłkiem serwowanym na śniadanie jest banica. Towarzyszy jej popularny napój na Bałkanach o nazwie boza. Jako ciekawostkę powiem Wam też, że Bułgarzy piją kawę o każdej porze dnia. Jest to najczęściej kawa parzona lub z ekspresu.

"W Bułgarii każda pora dnia jest odpowiednia, żeby napić się kawy. Musi być bardzo mocna, podana w malutkiej filiżance. Jako, że pija się jej dużo, gotowa, jest dostępna "co krok" – w ulicznych automatach, w sklepikach, bardzo często nawet w kioskach, w których sprzedaje się gazety".

W większości regionów Bułgarii rzadko pije się herbatę. Herbatę piją tylko wtedy, gdy kogoś dopadną kłopoty zdrowotne, a i wtedy jest to herbata ziołowa. Ciekawe, prawda? To o mnie pomyśleliby, że jestem chorowita, bo uwielbiam wszelkie odmiany herbat. Kawę pije tylko dwie dziennie. Wróćmy jednak, do dań bułgarskich. W kuchni bułgarskiej używa się wielu przypraw, które nadają potrawom smak. Najczęściej spotykane i używane to czubrica, dżodżen oraz rozmaryn. Obiad rozpoczyna się od dużej porcji sałatki, spożywanej z pieczywem. Następnie podaje się zupę, drugie danie i deser. W książce znajdziecie przepisy na te pyszne dania i desery.



Oprócz zwykłych dań poznacie też historię Świętego Mikołaja, który swe święto obchodzi 6 grudnia. W ten dzień w Bułgarii ubiera się choinkę i spożywa się tradycyjną potrawę, czyli faszerowanego karpia. Poznacie też zwyczaje wigilijne i symbole mu towarzyszące, znajdziecie też liczne przepisy na dania wigilijne. "Kuchnia bałkańska" zawiera również przepisy na wielkanocne dania. Warto się z nimi zapoznać.


W Bułgarii dzień 14 lutego jest dniem zakochanych w winie, święto to obchodzi się bardzo uroczyście. Piecze się obrzędowy chleb i tradycyjnego kurczaka z ryżem. Wybiera się króla winorośli. Koniecznie przeczytajcie o tym więcej. To bardzo ciekawe święto i u nas chyba niespotykane. Pod koniec książki znajdziecie przepisy na wina, nalewki i likiery, może ktoś z Was wypróbuje te przepisy i pochwali się, jak Wam wyszły.



Nie mogę Wam za dużo zdradzać, co znajdziecie w książce, bo chcę, abyście sami się z nią zapoznali. Wspomnę jeszcze tylko o dwóch rzeczach. Jeśli ktoś z Was marzy o szczupłej sylwetce, to znajdzie tutaj dietę bałkańską dla siebie. Jeśli jednak nie interesują Was diety, to zachęcam do wypróbowania przepisu na pyszną szarlotkę ze świata retro. Sama zamierzam skorzystać z tego przepisu.

"Kuchnia bałkańska" to kolejna świetna książka Skarlet & Albert. Zachęcam Was z całego serca do sięgnięcia po tą pozycję, nie będziecie zawiedzeni. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie, każdy czymś się zachwyci. Warto dzięki niej poznać zakątki, zwyczaje i symbole ich świąt. Może ktoś z Was zakocha się też w ich kuchni. Nie czekajcie na zapoznanie się z tą książką, zróbcie sobie prezent na święta. Naprawdę warto. Polecam!



Książce patronuję medialnie wraz z innymi blogerkami. 


Jeśli ktoś byłby zainteresowany zakupem, podaję link:



Za możliwość przeczytania, zrecenzowania i patronowania dziękuję Skarlet & Albert.




Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym:
Olimpiada czytelnicza, Zaczytajmy się

środa, 14 grudnia 2016

Margarett Borroughdame – "Ciasteczkowa choinka Żuczka Blo"


Tytuł: "Ciasteczkowa choinka Żuczka Blo"
Autor: Margarett Borroughdame
Wydawnictwo: MBBOOKS
Data wydania: 2016
Stron: 36


Moje wrażenia:


Kochani, jeśli szukacie ciekawej lektury dla Waszych pociech, to zachęcam Was do zakupu książki Margarett Borroughdame pt."Ciasteczkowa choinka Żuczka Blo". Na pewno nie będziecie zawiedzeni. Tym razem nie będą to wierszyki, lecz bardzo ciekawa opowieść, którą nie tylko możecie przeczytać, lecz także posłuchać. Bajka tak bardzo mi się spodobała, że mam ogromną nadzieję, iż autorka wymyśli kolejne przygody Żuczka Blo. A kim jest Żuczek Blo? Co takiego zrobił? Już za chwilkę się dowiecie.

Żuczek Blo to bardzo sympatyczna postać, którą autorka stworzyła podczas górskich wędrówek, kiedy jej syn miał 3,5 lat. Rodzina Żuczka Blo jest bardzo liczna. Składa się z mamy, taty, starszego brata, dwóch sióstr i dwóch braci. Całkiem duża rodzinka, prawda? Musi być im razem wesoło. Spotykamy ich w momencie przygotowań do świąt Bożego Narodzenia, właśnie stroją swoją choinkę, aby móc później znaleźć pod nią prezenty.


Ich choinka z każdą chwilą jest coraz piękniejsza. Po godzinie pracy drzewko było gotowe, pięknie wyglądało. Cała rodzina spoglądała na nie z podziwem. Magia Świąt zagościła w całym domu. Tymczasem nagle, przez niedomknięte okno wpadł mroźny wiatr i przewrócił choinkę. Wyobrażacie, sobie co się stało? Wszystkie bombki się potłukły – to była tragedia, święta tuż, tuż... Gdzie Święty Mikołaj położy teraz prezenty? 



Żuczek Blo wpadł na pewien pomysł, który wywołał uśmiech na twarzy całej rodzinki. Swój wspaniały pomysł szybko wprowadził w życie. W domu pięknie zapachniało, a święta zostały uratowane. Chcecie, dowiedzieć się co to był za pomysł? Koniecznie sami przeczytajcie, ja już nic więcej nie powiem.


Książeczka "Ciasteczkowa choinka Żuczka Blo" jest pełna emocji i wrażeń, towarzyszy jej magiczna atmosfera. Na pewno do tej historii będziecie często wracać, a dzieci zachęci ona do kreatywności. Nie ma w niej typowych ilustracji, są obrazki, które najmłodsi czytelnicy będą mogli pokolorować według własnego pomysłu. Na końcu znajdziecie również pyszny przepis na maślane ciasteczka – zachęcam, abyście zrobili je wspólnie z dziećmi. Mały czytelnik znajdzie też postać Żuczka Blo do pokolorowania, wycięcia i postawienia np. na półce.



Na koniec też muszę jeszcze wspomnieć o płycie z audiobookiem, którą możecie również posłuchać, jeśli nie będzie chciało się Wam czytać. Głos autorki jest bardzo miły i z przyjemnością się go słucha.
Mam nadzieję, że autorka stworzy kontynuację przygód Żuczka Blo.

Polecam! Koniecznie przeczytajcie!




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuję Wydawnictwu MBBOOKS


Książeczki autorstwa Margarett Borroughdame możecie zakupić:




Książka bierze udział w wyzwaniu:
Dziecięce poczytania, Olimpiada czytelnicza, Zaczytajmy się

niedziela, 11 grudnia 2016

Margarett Borroughdame – "Nie taka mroźna zima"


Tytuł: "Nie taka mroźna zima"
Autor: Margarett Borroughdame
Wydawnictwo: MBBOOKS
Rok wydania: 2016
Stron: 36


Opis:

Drodzy Rodzice!
Zima wcale nie jest taka mroźna! Zima jest sympatyczna, różnorodna, wesoła, zachęca do aktywności i... jest kolorowa. Kolorowe są stroje małych narciarzy, łyżwiarzy i saneczkarzy, różowią się roześmiane policzki dzieci, kolorami mienią się lampki na choinkach, tęczowo błyszczą w zimowym słońcu iskierki śniegu, na czerwono, zielono i złoto, wystrojone są domy na święta, różnobarwne serpentyny i konfetti witają Nowy Rok! A kiedy zimą trafi się szarobure niebo, też można je kolorowo pomalować: wystarczy otworzyć słoiczek malinowych konfitur, zaparzyć poziomkową herbatę i cieszyć się rodzinnym czytaniem albumu wierszy dla dzieci "Nie taka mroźna zima".


Moje wrażenia:

Jaka u Was dziś pogoda? U mnie za oknem bardzo wietrznie, zimno, deszczowo i szaro-buro, czyli jednym słowem bardzo ponuro. Deszczowa jesień za oknem, a tymczasem mi się marzy zima. Wiecie, marzenia należy spełniać, więc wyczarowałam sobie bajkową zimę. Wystarczyło sięgnąć tylko po książeczkę pani Margarett Borroughdame pt."Nie taka mroźna zima". Od razu zrobiło się mroźnie i biało, bo śniegu Wam w niej nie  zabraknie.

"Nie taka mroźna zima" jest sympatyczna i kolorowa, przepełniona radością, śmiechem dzieci i ich zabawą. Zima wcale nie jest taka zła, nie szczypie w nosy i uszy, gdy się jest w ciągłym ruchu. Piękne są zimowe poranki, kiedy po śniadaniu można wyruszyć na sanki, zbudować sobie igloo, czy wygrać bitwę na śnieżki. Cieszą się dzieci, gdy bałwana lepią:

"Kochamy bałwany"

Kochamy bałwany!
Bałwanów nigdy dość nie mamy,
Z Bałwanami w prawdziwą zimę wkraczamy.
Ze śniegowych kul je składamy.
Do Bałwanowego taty mamę Bałwanka dokładamy.
Potem lepimy im Bałwankowe dzieci.
I tak zimą pięknie czas z Bałwanami leci!




Uwierzcie Kochani, że zima też może być fajna, dostrzeżcie jej uroki. Popatrzcie na piękny zaśnieżony krajobraz, na choinki przykryte puchem śnieżnym, na obrazy na szybach wymalowane przez mróz. Pamiętajcie też w tym czasie o zwierzętach i ptaszkach. Sypnijcie im coś do zjedzenia. Wybierzcie się na zimowy spacer, kiedy śnieg pod butami tak pięknie skrzypi. Pamiętajcie, tylko aby się ciepło ubrać.

Zimowa moda

Czapka, szalik, rękawiczki,
na futrze trzewiczki.
Kalesony, skarpety, nauszniki,
jeszcze zapiąć w kurteczce guziki.
Pod nią sweter, golf i koszulka
- to na spacer zimowy modowa formułka!

Ciepły ubiór zapewni nam dobre zdrowie. Chociaż wiadomo, że dzieci z przeziębienia też się cieszą, bo dzięki niemu mają spokój od szkoły. Jednak choroby nikomu nie życzymy. Warto zdrowym być, kartki z kalendarza zrywać i Świąt oraz Nowego Roku wypatrywać.



Jak więc widzicie, książeczka bardzo jest ciekawa. Wierszyk za wierszykiem, łatwo wpadającym w nasze ucho umili wieczór każdego z Was. Oczywiście, oprócz wierszyków, na naszą uwagę zasługują również ilustracje autorstwa Cezarego Powierży oraz zdjęcia Fotolii. Autorka, podobnie jak w poprzedniej części, na końcu książeczki zostawiła dla Was miejsce na własny wierszyk o zimie i na Wasze zimowe zdjęcie. Serdecznie Wam polecam! Przeczytajcie z dziećmi "Nie taka mroźna zima", nie będziecie żałować, a może i zimę bardziej polubicie.




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuję Wydawnictwu MBBOOKS.




Książka bierze udział w wyzwaniu:
Dziecięce poczytania, Olimpiada czytelnicza, Zaczytajmy się

poniedziałek, 28 listopada 2016

William Gruff – "Niemożliwe załatwiam od ręki"


Tytuł: "Niemożliwe załatwiam od ręki"
Autor: William Gruff
Wydawnictwo: Psychoskok
Data wydania: 2016 r.
Stron: 55


Opis:

Książka zawiera zbiór praktycznych i konkretnych porad, które ułatwiają zmierzenie się z problemami wszelakiej maści. Autor, bazując na doświadczeniach i obserwacjach, daje możliwość spojrzenia na temat z zupełnie innego, świadomego punktu widzenia, dzięki któremu nawet te najbardziej skomplikowane i trudne problemy stają się łatwiejsze. Prosta budowa rozdziałów gwarantuje, że każdy czytelnik znajdzie analogię do swojego życia i w łatwy, przejrzysty sposób ujrzy istotę trapiącego go dylematu.



Moje wrażenia:

Każdy z nas pewnie ma swoje własne problemy. Jedni mają je większe, inni mniejsze. Problemy w naszym życiu były, są i pewnie będą. Wszystko zależy od tego, jak sobie z nimi radzimy. Mam dla Was Podręczny Poradnik Rozwiązywania Problemów zatytułowany "Niemożliwe załatwiam od ręki" Williama Gruffa. Gruff to aktor, scenarzysta, producent, obserwator, który cierpliwie dąży do osiągnięcia swoich celów.

"Życie to ciągła walka z porażkami.
które odnosimy.
Ważne jest to, by się nigdy nie poddawać, 
bo nie wiadomo jak blisko jest rozwiązanie.
Działaj!"


"Niemożliwe załatwiam od ręki" to poradnik składający się z siedmiu  krótkich rozdziałów, w których zawarte są konkretne informacje. Przeznaczony jest dla każdego, niezależnie od wieku, płci, czy grupy społecznej. Problemy mamy wszyscy, nie zawsze jednak wiemy jak z nich wybrnąć, jakie rozwiązanie będzie najlepsze. Autor podkreśla, iż najważniejsze jest, abyśmy nigdy się nie poddawali i nie tworzyli sobie problemów w swoich głowach.

W każdym rozdziale Gruff rozkłada dany problem na czynniki pierwsze, ukazuje problem i możliwość rozwiązania, zmiany myślenia.  Autor podkreśla, że krokiem do rozwiązania naszych problemów jest kontrolowanie swojego ego. A ego mamy niekiedy bardzo przerośnięte: to ono nie pozwala np. bezrobotnemu podjąć pracy za niższą stawkę, bo kiedyś zarabiał więcej. Niestety nie wszystko układa się w życiu tak, jakbyśmy chcieli. W książce wszystkie problemy zostają wytłumaczone na przykładach, które autor zna najlepiej. Następnie uczy nas nabierania odwagi, przyznawania się do błędów, podejmowania mądrych wyborów. Swoje porady Gruff podpiera ćwiczeniami z życia codziennego oraz ilustracjami, które obrazują codzienne życie.




Podsumowując "Niemożliwe załatwiam od ręki" to krótka książeczka, którą czyta się szybko i przyjemnie. Myślę, że można z niej wiele "wynieść" i przenieść do swego własnego życia. Małymi kroczkami, możemy zdziałać wiele. Może i problemy staną się wtedy mniejsze.




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuję Wydawnictwu Psychoskok.






Książka bierze udział w wyzwaniu:
Olimpiada czytelnicza, Zaczytajmy się




niedziela, 27 listopada 2016

Margarett Borroughdame – "Jesień plecień"


Tytuł: "Jesień plecień"
Autor: Margarett Borroughdame
Wydawnictwo: MBBOOKS
Data wydania: 2016 r.
Stron: 36



Opis:

Drodzy Rodzice! Drogie Dzieci!
Jesień to feeria kolorów, to brykanie po szeleszczących dywanach i pomarańczowe od dyń domy. To rude wiewiórki w parkach objadające się orzechami, ostatnie motyle na astrach i zabawy kasztanowymi ludkami. Jesień plącze dni słoneczne z deszczowymi, dodaje do nich szczyptę szronu, owija babim latem i smakiem powideł śliwkowych. Taka jest jesień, jesień plecień!


Moje wrażenia:


Jesień to taka pora roku, na którą wielu z nas narzeka i okazuje swoje niezadowolenie. Coś w tym troszkę jest, bo ostatnio jesień nie skąpi nam deszczu i wietrznych dni. Też nie lubię takiej jesieni, ale wtedy mam na nią sposób. Zapalam zapachową świeczkę, robię herbatkę, opatulam się kocem i czytam. Właśnie dziś tak postąpiłam i przeczytałam wspaniałe wierszyki dla dzieci, autorstwa Margarett Borroughdame. 

"Jesień plecień" mieni się feerią barw, kapiącym deszczem i błyskającym słoneczkiem. Autorka ukazuje dzieciom piękną polską jesień, babie lato, dywan utkany z różnokolorowych liści. Może sami pamiętacie jeszcze, jak miło szurają liście pod nogami? Ja pamiętam, uwielbiam takie jesienne spacery, dywan z liści, wiewiórki skaczące po drzewach.

"Orzeszek dla wiewióreczki"

Basia, Basia, Basia...
Zobacz, co dla Ciebie mam!
Basia, Basia, Basia...
Chodź bliżej,
Orzeszka Ci dam!

Jesień zachęca nas też do zabawy. Wystarczą kasztany, listki źdźbła suchej trawy, aby razem z dziećmi wyczarować świat kasztanowych cudów. Z książeczki dowiemy się, czym są marcinki, dlaczego nasz kraj lubią  jesienią i zimą niektóre ptaszki. Pamiętajcie też, że ta pora roku buciki zmienić nam każe. Schowajmy sandałki, a wyciągnijmy kalosze, botki i ciepłe bambosze.

"Szron w październiku"

Szron w październiku przypomina,
że idzie zima!
Jeszcze wiele dni jest jesieni,
jeszcze się park  kolorami mieni,
słoneczko jeszcze łaskocze promykami, 
jednak na dłuuuuuuuugooo
żegnamy się z sandałami.

Dzieci poznają też jeżowy sposób na jesienne chłody, szaleństwo dyniowe oraz smak powideł śliwkowych.



Zachęcam Was kochani do wspólnego przeczytania z dziećmi tej książeczki. Na pewno mile spędzicie czas, a niektórzy z Was może przypomną sobie swoje jesienne dni z dzieciństwa. Będziecie mieli co dzieciom dodatkowo opowiadać. 
"Jesień plecień" da Wam wiele wrażeń. Dźwięczne wierszyki, niczym w kolorowym kalendarzu przeprowadzą was do ostatniej strony. Tam czeka na najmłodszych jeszcze niespodzianka: miejsce na wklejenie swego zdjęcia  oraz na własny wierszyk o jesieni.



Na naszą uwagę i pochwałę zasługują też piękne ilustracje Cezarego Powierży i zdjęcia Fotolii zamieszczone w książeczce. Zachęcam Was serdecznie do zakupu książeczki Margarett Borroughdame dla Waszych pociech. Polecam.




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuję Wydawnictwu MBBOOKS


Książeczki, autorstwa Margarett Borroughdame możecie zakupić:
http://www.empik.com/szukaj/produkt?author=Borroughdame+Margarett&gclid=CP3e
http://www.matras.pl/szukaj/?autor=Margaret&grupy_wiekowe=7-10+lat



Książka bierze udział w wyzwaniu:
Dziecięce poczytania, Olimpiada czytelnicza, Zaczytajmy się

niedziela, 20 listopada 2016

Monika Zajas – "Autodestrukcja"

Tytuł: "Autodestrukcja"
Autor: Monika Zajas
Wydawnictwo Czarna Kawa
Rok wydania: 2016
Stron: 255


Opis: 

Alan, niedoszły reżyser filmowy, marzy o wolności, wrażliwa artystka Anja nie może pokonać strachu przed publicznym występem, a Patryk chce wreszcie być bogaty. Mimo starań ich życie coraz bardziej zaczyna przypominać tworzony przez Anję obraz, który pokrywa czarna maź. Pogoń za oddalającymi się marzeniami i nieustanne zderzenia z rozczarowującą rzeczywistością stopniowo powodują poczucie coraz większej utraty kontroli nad życiem. Alan nie wytrzymuje napięcia i zabija żonę...
Niepokojąca książka o emocjach, naiwności i marzeniach.



Moje wrażenia:


Intrygujący tytuł, okładka i tajemniczy opis. Kiedy książka wpadła w moje ręce, zastanawiałam się, co w sobie skrywa, o czym będzie? I to zaskoczenie... Na pierwszych stronach poznaję trzech bohaterów Alana, Patryka, Anje, którzy dotarli do takiego momentu w swoim życiu, iż nie widzą dla siebie ratunku. Według nich ratunkiem jest popełnienie ostatecznego kroku, po którym nie będzie już nic. Jesteście, ciekawi co było dalej? Czy książka spełniła moje oczekiwania? Czytajcie dalej...

Wielu z nas, a właściwie chyba wszyscy mamy jakieś marzenia. Większe lub mniejsze, o których spełnieniu marzymy. Dążymy do ich realizacji, niekiedy za wszelką cenę. Czy zawsze warto za nimi gonić? Czy jest to całkowicie bezpieczne? Nie do końca jestem przekonana. Szczególnie po przeczytaniu "Autodestrukcji", myślę, że z marzeniami należy postępować ostrożnie. Trzeba uważać, aby nie doprowadziły do tragedii, aby nas nie zniszczyły.

Bohaterowie "Autodestrukcji" to zwyczajni ludzie, tacy jak my. Mają swoje plany życiowe, problemy i marzenia.
Alan ma dobrą pracę i kochającą żonę, która spełnia wszystkie jego zachcianki. Dzieci dorosłe, usamodzielnione. Mimo to czegoś mu w życiu brakuje. Pragnie wolności, raz na jakiś czas ucieka od pracy i obowiązków domowych. Wyrusza na łowy i zdradza żonę, podbudowując tym samym swoje męskie ego. Jego największym pragnieniem jest reżyserstwo. W młodości napisał dwa scenariusze filmu, teraz też pragnie się temu poświęcić. Co z tego wyniknie?
Anja – młoda kobieta, niezwykle utalentowana muzycznie i plastycznie. Pragnie być sławna, jednak brakuje jej odwagi, aby wystąpić publicznie. Zamyka się w czterech ścianach, targana emocjami. Odcina się od wszystkich. Jak postąpi dalej?
Patryk to młody informatyk, który pragnie być bogatym. Wierzy, że pieniądze dadzą mu szczęście i otworzą drzwi do wielkiego świata.  Marzą mu się zagraniczne wycieczki, dziewczyny, wartościowe prezenty... Na to jednak potrzebne są pieniądze. Zaczyna grę na giełdzie, odwiedza kasyno. Domyślacie się, już jak to się może skończyć?

Monika Zajas w "Autodestrukcji" porusza bardzo ważne tematy. Takie jak wypalenie zawodowe, dążenie do szczęścia, do sławy, wyobcowanie, osamotnienie, strach. Wszystko to doprowadza naszych bohaterów do depresji. A depresja nieleczona, wyniszcza psychicznie. Pojawiają się najgorsze myśli, a od nich tylko krok do samobójstwa.

Trzech bohaterów – trzy różne historie, opowiedziane przez nich samych. Dzięki temu mogliśmy wejść w ich myśli, poczuć to samo co oni czują. Przeżywać ich wzloty i upadki. Jakoś najbardziej przemówiła do mnie historia Patryka. Było trudno, bywały momenty, że się na nich wściekałam, wyzywałam ich w myślach, chciałam im pomóc. Książka na pewno wywołała we mnie emocje, ale też uczy, że w życiu niekiedy trzeba się zatrzymać i rozejrzeć dookoła. Nie można dążyć do autodestrukcji, trzeba znaleźć równowagę.

"Autodestrukcja" to książka przepełniona smutkiem i melancholią, nie znajdziecie tutaj radości. Napisana przystępnym językiem, składa się z krótkich rozdziałów, które bardzo szybko się czyta. Skłania do refleksji, zmusza do zastanowienia się nad sobą i swoim postępowaniem. Podsumowując, jeśli lubicie takie pozycje to sięgnijcie po "Autodestrukcję".





Książkę przeczytałam w ramach Book Tour o nazwie Emigrantka, organizowanego przez Olę z bloga Aleksandrowe myśli. Serdecznie dziękuję!







Książka bierze udział w wyzwaniu:
Olimpiada czytelnicza, Zaczytajmy się

środa, 16 listopada 2016

Monika Jagodzińska – "Cykl"


Tytuł: "Cykl"
Autor: Monika Jagodzińska
Wydawnictwo: Psychoskok
Rok wydania: 2016
Stron: 128



Moje wrażenia:


Kiedy książka trafiła w moje ręce, moją uwagę zwróciła okładka, piękna w swej prostocie, a zarazem intrygująca. Do tego prolog, zapowiadający, z czym przyjdzie mi się zmierzyć, o czym będę czytać. Wszystko razem wzięte zapowiadało ciekawą lekturę na wieczór. Czy tak było? Za chwilkę się dowiecie.

Czy nie macie niekiedy wrażenia, że ktoś nad Wami czuwa? Opiekuje się Wami? Przestrzega przed złem? Czy wierzycie w Waszego Anioła Stróża? Czy czujecie jego obecność?
Książka "Cykl" Wam ich ukaże. Spotkacie w niej całe zastępy anielskie, które schodzą na ziemię wraz z nowym rokiem, aby strzec ludzi i zasłużyć tym samym na miano ludzkiego Anioła Stróża.

"... Rodzimy się co roku, w noc sylwestrową, po to, aby ich bronić. Aby im pomagać. Aby z nimi być, gdy tego potrzebują. Gdy NAS potrzebują, choć o tym nie wiedzą..."

Młoda, debiutująca autorka, podzieliła swą książkę na dwanaście miesięcy. Każdy miesiąc to inna historia, inny człowiek i inny problem, z którym zmierzyć się musi anielskie stworzenie. Stoją przed nimi trudne zadania. Muszą zmierzyć się z depresją, z okaleczaniem, nieszczęśliwą miłością, okrucieństwem innych, z niezrozumieniem przez rodzinę, a to tylko przedsmak tego, co ich czeka. Muszą być czujni, aby wychwycić najmniejszy szczegół zwiastujący tragedię. W książce nie poznamy ich imion, ale poczujemy, jak ważną odgrywają rolę, jak umiejętnie stawiają drugiego człowieka na drodze tego zagubionego. Jak dodają otuchy i radości. Czy uda im się pomóc każdemu zagubionemu, cierpiącemu człowiekowi? Czy w ciągu roku zapracują na miano Anioła Stróża? Czy zdołają wszystkim pomóc? Ja znam już odpowiedzi, a Wy przekonacie się o tym sami, jeśli tylko sięgnięcie po książkę.

"Cykl" to książka godna polecenia. Przeczytałam ją w jeden wieczór. Warto się zatrzymać i troszkę podumać nad tym wszystkim. Posłuchać głosu swego serca, otworzyć się na drugiego człowieka. Może to właśnie Wasz Anioł, kieruje Wami, podszeptuje, że ktoś potrzebuje Waszej pomocy. Warto zastanowić się nad swoim życiem. Książka ta, na pewno zmusi Was do refleksji o życiu, otworzy oczy na otaczający świat i Aniołów. Polecam!




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuję autorce, pani Monice Jagodzińskiej.





Książka bierze udział w wyzwaniu:
Dziecięce poczytania, Olimpiada czytelnicza, Zaczytajmy się

wtorek, 8 listopada 2016

WYNIKI KONKURSU!


Kochani, jak dobrze wiecie 5 listopada o godz 23:59  zakończył się konkurs, który miał miejsce na blogu i fanpag'u bloga na Fb. Przypominam, że do wygrania były książki autorstwa pani Doroty Frątczak pt. "Wiązanka wierszyków dla dziewczynek i chłopczyków".



Dziękuję za Wasze zgłoszenia, za podzielenie się z nami historiami o Waszych zwierzakach. Wybór był bardzo trudny :) Nie podjęłam się tego zadania. O pomoc poprosiłam panią Dorotę, która dokonała wyboru. Ja już wiem, kto będzie szczęśliwym posiadaczem książek. Też chcecie się dowiedzieć? Na pewno :) Nie będę trzymać Was dłużej w niepewności.

Pozwolę sobie, zacytować słowa skierowane do uczestników konkursu, przez panią Dorotę Frątczak:

Drogie Panie!
Bardzo dziękuję za udział w konkursie. Wasze wypowiedzi (wszystkie, bez wyjątku) skradły mi serce. Wybór zwyciężczyń był dla mnie niezmiernie trudny, ale nieunikniony.
W związku z faktem, że prace konkursowe pojawiły się zarówno na blogu, jak i fanpage’u bloga na FB postanowiłam wyłonić dwie zwyciężczynie na blogu i dwie na FB.

Książeczkę „Wiązanka wierszyków dla dziewczynek i chłopczyków” otrzymują: pani Daria Skiba i Pani Wiktoria Guziewicz oraz pani Magdalena Flis i pani Izabela Cetera.
Serdecznie gratuluję!!!

Pozostałym Paniom za to, że tak pięknie potrafią opowiadać o swoich ukochanych zwierzakach przyznaję nagrody niespodzianki w postaci e-booka.
Dorota Frątczak


Kochane Panie, warto brać udział w konkursach, prawda? Taka niespodzianka. Pani Dorocie serdecznie dziękuję za zwiększenie liczby nagród. Wszystkim Paniom serdecznie gratuluję :)
Proszę panie: Darię Skibę, Wiktorię Guziewicz, Magdalenę Flis i Izabelę Cetera o wysłanie swoich danych do wysyłki na e-mail meg766@wp.pl lub w wiadomości prywatnej na fanpag'u bloga na Fb.

Pozostałe Panie, jeśli chcą otrzymać e-booka poproszę również o adresy e-mailowe.

Jeszcze raz serdecznie wszystkim gratuluję. Przy okazji też, zapraszam do aktywnego uczestnictwa w kolejnych konkursach.

niedziela, 6 listopada 2016

Wanda Szymanowska – "Ciapek"



Tytuł: "Ciapek"
Autor: Wanda Szymanowska
Wydawnictwo Literackie Białe Pióro
Rok wydania: 2016
Stron: 28



Moje wrażenia:

To już kolejne moje spotkanie z twórczością pani Wandy Szymanowskiej. Dotychczas autorka pisała o kobietach i dla kobiet. Tymczasem "Ciapek" jest debiutem autorki w kategorii bajki. I powiem Wam jedno – jest to bardzo dobry debiut. Mam nadzieję, że pani Wanda jeszcze stworzy coś dla swoich najmłodszych odbiorców.

Historia Ciapka chwyta czytelnika za serce, wywołuje mnóstwo emocji (nawet w takim dorosłym czytelniku, jak ja), przede wszystkim jednak zawiera w sobie bardzo ważny przekaz. Myślę, że uczy małych czytelników postępowania, odpowiedzialności, ale i okazywania serca. To o czym jest Ciapek? Zaraz Wam troszkę zdradzę.

Ciapek to mały, szarobury psiak, zabrany od mamy, rozdzielony z bratem, czuje się osamotniony. Mieszka w piwnicy, dostaje jedzenie... Pomimo to za czymś tęskni. Brakuje mu czułości, głaskania, spacerów z kimś bliskim. I nagle jego los się odmienia. Trafia jako prezent pod choinkę do małej dziewczynki. Tylko, czy teraz będzie już szczęśliwy? Czy odnajdzie w tym domu miłość? Czy ta dziewczynka dobrze się nim zajmie? Co będzie działo się z Ciapkiem dalej? Powiem Wam tylko tyle, że bajka skończy się szczęśliwie. I każdy mały czytelnik będzie uśmiechnięty i zadowolony. 

"Ciapek"  przyciąga nasz wzrok kolorową, piękną okładką. Nie sposób na nią nie spojrzeć, nie sposób przejść obojętnie. Po prostu ona woła – przeczytaj mnie. Podczas czytania bajki, doświadczyłam wielu uczuć: smutek, radość, a nawet złość... Chętnie przeczytałabym jego dalszą historię... Chociaż z drugiej strony, możemy sobie ją sami dopowiedzieć z dziećmi, bawiąc się przy tym doskonale. Jeśli napisałam już o zabawie, to muszę też dodać, iż bajka zawiera ilustracje do pokolorowania. Najmłodszy czytelnik na pewno będzie zadowolony z takiej możliwości, (tym bardziej, że zawsze uczymy dzieci, iż po książeczkach nie piszemy), a tymczasem tutaj możemy.
Bajka zawiera też morał, według mnie nawet kilka. Kochani, jedno jest pewne, jeśli chcecie przygarnąć zwierzątko pod swój dach, przeczytajcie z dzieckiem tę książeczkę, mierzcie swoje siły na zamiary. Pamiętajcie posiadanie zwierzaczka jest odpowiedzialnością. Nauczcie jej swoje dziecko, ale też i siebie. Czy to pies, czy kot, zawsze odwdzięczy się Wam za Waszą miłość, swoim oddaniem.

Z całego serca polecam Wam "Ciapka". To będzie doskonały prezent dla Waszych córek, synków, siostrzeńców, bratanic... Przy tej bajce miło spędzą czas, ale i nauczą się wrażliwości.
Przeczytajcie koniecznie!





Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję autorce, pani Wandzie Szymanowskiej.




Książka bierze udział w wyzwaniu:
Dziecięce poczytania, Olimpiada czytelnicza.

czwartek, 3 listopada 2016

I. M. Darkss – "Światło w mroku"



Tytuł: "Światło w mroku"
Autor: I. M. Darkss
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2016
Stron: 326



Opis:

Jeden wieczór.

Tyle wystarczy, by Eli przekonała się, jak niewiele potrzeba, by wszystko obróciło się w pył.

Jeden wybór, który może przynieść śmierć milionom istnień.

Ona, która nie zdaje sobie sprawy, że należy do Lamandi – rodu światła – który wkrótce się o nią upomni.

On jako jedyny mężczyzna, który może zapewnić jej bezpieczeństwo.

Ale czy można ufać komuś, kto nosi w sobie Mrok?



Moje wrażenia:


Romans paranormalny to gatunek literacki, który nie jest mi obcy, ale dawno już po niego nie sięgałam. Tym bardziej ucieszyła mnie możliwość przeczytania, dzięki Book Tour, debiutu I.M. Darkss "Światło w mroku". Bardzo lubię przeczytać coś innego, tajemniczego, magicznego i mrocznego. "Światło w mroku" dało mi to wszystko od pierwszych stron książki, pochłonęło mnie, nie mogłam się oderwać od czytania. Sama nie wiem, kiedy znalazłam się na ostatniej stronie. Po prostu przepadłam. Czy mi się spodobała? O tym już za chwilę.

Eli to dziewiętnastoletnia dziewczyna, pozytywnie nastawiona do życia, w każdym widzi coś dobrego. Cieszy się życiem i każdym dniem, uwielbia słodycze – szczególnie czekoladę. Ma kochających i wyrozumiałych rodziców, rezolutną młodszą siostrę i dobrą przyjaciółkę. Normalna dziewczyna, jak każda inna. Czy aby na pewno? Kim jest tak naprawdę Eli? Co ją czeka? Wkrótce nadchodzi ten wieczór... Jeden wieczór, który odmieni jej całe życie. Zostaje zaatakowana przez nieznaną istotę – Temida. Kim on jest i co chce od niej? Tego Eli nie wie, nie rozumie. Jest jednak ktoś, kto staje w jej obronie. Tą osobą jest Jack. Kim on jest? Jaką rolę odegra w jej życiu?

Jack – to przystojny, tajemniczy i mroczny mężczyzna. Bardzo osamotniony, pesymistyczny, niekochany przez matkę, wyobcowany, niosący w sobie Mrok. Pewnie wielu z Was powie – i co w nim takiego dziwnego, normalny facet. I tu Was zaskoczę, Jack liczy sobie około czterystu lat, jednak czas zatrzymał się dla niego po inicjacji, w wieku 29 lat. Jest hybrydą dwóch rodów – Temenów i Lamandi. To on będzie strzegł bezpieczeństwa Eli, a właściwie Eliary.  Kim są Temeni i Lamandi? Czy Eli może mu zaufać?  Czy coś ich połączy? Koniecznie przeczytajcie sami, nic więcej nie napiszę.

Czytając, zwróćcie też uwagę na magiczny kamień – Helioden. Kamień, który posiada specjalną moc, który jest poszukiwany przez rody. On też odegra tu swoją rolę. Do kogo on będzie należał, kto go odnajdzie i co się stanie?  Odkryjcie sami.

"Światło w mroku" to książka, którą warto przeczytać. Zaintrygowała mnie swoim tytułem oraz piękną i mroczną okładką, obok której nie można przejść obojętnie. Okładka przyciąga wzrok, każe zastanowić się, co znajdziemy w środku.

Książka została napisana lekkim, przystępnym, pełnym humoru językiem. Znajdziecie w niej mnóstwo emocji od śmiechu poprzez oburzenie, smutek i wzruszenie. Każdy odkryje w niej coś dla siebie. Ponadto ma interesującą, ciekawą fabułę, z wieloma zaskakującymi zwrotami akcji. W książce ciągle coś się dzieje, kiedy myślałam, że już nic mnie nie zaskoczy, wyskakiwało coś nowego, budującego ponownie napięcie. Wielokrotnie miałam wrażenie, jakbym sama brała w tym wszystkim udział. Do tego dodajmy, dobrze wykreowanych bohaterów, których nie sposób nie lubić. Dużym plusem jest narracja pierwszoosobowa z perspektywy Eli i Jacka. Mamy dzięki temu, możliwość poznania ich obu bardzo dobrze. Poznajemy ich myśli, przeżycia, wspomnienia z przeszłości. Widzimy ich emocje i nastroje, walkę z rodzącym się uczuciem i pożądaniem. Zaufanie, jakim się obdarzają... To wszystko powoduje, że czytając się nie nudzimy.
Jeśli mowa o bohaterach, to muszę jeszcze uczciwie się przyznać i napisać, że moim ulubieńcem został Jack. Ciekawa jestem, jak to u Was będzie.

Powoli zbliżam się do końca... Tylko to zakończenie... Zaskakujące i nieprzewidywalne. Pozostaje mi teraz, tylko czekać z niecierpliwością  na kolejną część. Mam nadzieję, że szybko trafi do naszych rąk.

Podsumowując, gorąco polecam Wam tę pozycję. Przeczytajcie koniecznie. Nie będziecie się nudzić, ani żałować czasu poświęconego książce.

Miłego czytania!






Książkę przeczytałam w ramach akcji Book Tour, zorganizowanej przez Stan: Zaczytany. Dziękuję Oli oraz autorce I.M. Darkss za możliwość przeczytania i zrecenzowania.






Książka bierze udział w wyzwaniu: 
Dziecięce poczytania, Olimpiada czytelnicza



piątek, 28 października 2016

KONKURS, KONKURS


Kochani, żebyście nie mówili, że u mnie nudno, że nic się nie dzieje :) to spieszę do Was z kolejnym konkursem. Mam nadzieję, że weźmiecie w nim udział. Będzie mi przy okazji bardzo miło, jeśli zechcecie zaobserwować bloga, nie jest to jednak warunek konieczny. :)

Wracajmy do konkursu. Konkurs ten zawdzięczamy autorce "Wiązanki wierszyków dla dziewczynek i chłopczyków" , pani Dorocie Frątczak, która ufundowała dwie nagrody (oczywiście książkowe) i wymyśliła dla Was pytanie konkursowe.





Zadanie konkursowe od Autorki brzmi:

Kochani!

Zapewne doskonale wiecie, że październik został ustanowiony Miesiącem  Dobroci dla Zwierząt, które obchodziły swoje święto 4 października. Jestem przekonana, że Wasze zwierzaki doświadczają Waszej miłości na co dzień, a nie tylko od święta, za co też odwdzięczają się Wam swoją miłością.
Podzielcie się, proszę, swoim szczęściem i opiszcie krótko swoje ukochane zwierzątko.
Autorzy dwóch najciekawszych wypowiedzi zostaną nagrodzeni książeczką dla dzieci „Wiązanka wierszyków dla dziewczynek i chłopczyków”.


Regulamin konkursu:

1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga Zagubieni w świecie książek.
2. Sponsorem dwóch nagród książkowych – książeczek dla dzieci "Wiązanka wierszyków dla dziewczynek i chłopczyków" jest autorka pani Dorota Frątczak
3.Odpowiedzi zamieszczajcie w komentarzach pod postem konkursowym tutaj na blogu lub na fanpage pod udostępnionym postem.
4. Konkurs trwa od dnia 28.10.2016 do dnia 05.11.2016 do godz 23.59, późniejsze zgłoszenia nie będą brane pod uwagę.
5. Wyniki zostaną ogłoszone w ciągu trzech dni od zakończenia konkursu.
6. Zwycięzca ma trzy dni na przekazanie mi swoich danych do wysyłki w wiadomości prywatnej na fp lub na email meg766@wp.pl.
7. Udział w konkursie może wziąć każdy, kto posiada adres korespondencyjny w Polsce.
8. Osoby zgłaszające się anonimowo, proszone są o podpisanie się.
9. Zgłoszenia pod postem konkursowym są jednoznaczne z akceptacją regulaminu.


Wszystko zostało powiedziane :) To co bierzecie udział? Zachęcam Was, naprawdę warto!


środa, 26 października 2016

Dorota Frątczak – "Wiązanka wierszyków dla dziewczynek i chłopczyków"



Tytuł: "Wiązanka wierszyków dla dziewczynek i chłopczyków"
Autor: Dorota Frątczak
Wydawnictwo Literackie Białe Pióro
Rok wydania: 2016
Stron: 159



"Drogie Dziewczynki! Drodzy Chłopcy!
Świat wierszyków nie jest wam obcy
więc zapraszam Was do podróży
(która nie będzie się Wam dłużyć)
po stronicach tejże książeczki,
gdzie mieszczą się liczne bajeczki.[...]"


Moje wrażenia:



Uwielbiam niekiedy przenieść się w świat dzieciństwa, oderwać się od codzienności, powspominać bajki, które rodzice mi czytali. Książki, które później czytałam sobie sama. Jeszcze kilkanaście lat temu czytałam bajki i wierszyki córce. Córka podrosła, pamięć o bajkach pozostała. Teraz pozostaje mi czekać na wnuki, aby u nich zaszczepić miłość do czytania.
Możliwość przeczytania wierszyków pani Doroty uzmysłowiła mi coś jeszcze, w każdym z nas, nieważne, w jakim jesteśmy wieku, drzemie dziecko. Postanowiłam więc, że teraz od czasu do czasu sięgnę również po literaturę dziecięcą. Mam nadzieję, że skorzystacie z tych poleceń.

Pani Dorota Frątczak napisała wierszyki dla dzieci, które uchodzą za bardzo wymagającą grupę odbiorców. Udało jej się to znakomicie. Dzieci na pewno chętnie sięgną po książeczkę, aby ją przeczytać lub posłuchają jak inni im czytają. Jest to niezwykle ciekawa książka, bardzo dźwięczna i rymowana, z ciekawymi bohaterami, którzy mają swoje przygody. Poprzez ich przeżycia i doświadczenia dzieci również się czegoś nauczą.

W wierszykach spotkacie się z dzielnymi, pomysłowymi, wyjątkowymi i wesołymi dziećmi. Będziecie mieć przyjemność poznać m.in. pracusia Jacusia, Karolka, Henia utracjusza, czy psotnego Irka.




Oprócz tego w "Wiązance wierszyków dla dziewczynek i chłopczyków" nasi milusińscy poznają legendy i ciekawostki związane z różnymi miejscami w Polsce jak np. o Świeciu, Pile, Chalinie, czy Koninie.

Świecie

Czy wy wiecie, czy nie wiecie,
że jest na tym cudnym świecie
miasto, które zwie się Świecie
i że w Polsce je znajdziecie – 
właśnie w Polsce, w naszym kraju,
 w którym żyje się jak w raju?
[...]


Tutaj również znajdziecie historyjki o zwierzętach. Osobiście bardzo spodobał mi się wierszyk o kocurze Rudziku, ponieważ sama posiadam takiego kocurka, rudego Mariana.

Kocur Rudzik

W pewnej wiosce, nie w miasteczku, 
a dokładnie na Zapiecku,
u poczciwych, starych ludzi
mieszkał sobie kocur Rudzik.

Rudzik rude miał futerko, 
chętnie patrzył więc w lusterko.
Pękał z dumy, że jest rudy
i do tego zgrabny, chudy.

[...]


Jak więc sami widzicie, wiele pięknych wierszy znajdziecie w tej książeczce. Czytając, na pewno nie będziecie się nudzić. Mam dla Was jeszcze jedną niespodziankę, uszykujcie dzieciom kredki do kolorowania, bowiem już w trakcie czytania i obrazki znajdziecie do kolorowania.






I co Wy na to? Przeczytacie i pokolorujecie z dziećmi?

Z całego serca Wam polecam! Sięgnijcie po "Wiązankę wierszyków dla dziewczynek i chłopczyków". Czas mile z pociechami spędzicie i żałować go nie będziecie.





Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuję autorce pani Dorocie Frątczak.





Książka bierze udział w wyzwaniu:
Dziecięce poczytania, Olimpiada czytelnicza



wtorek, 25 października 2016

Magdalena Kozioł – "52 kolory życia" Tom I


Tytuł: "52 kolory życia" Tom I
Autor: Magdalena Kozioł
Wydawnictwo: Pociąg do natury
Rok wydania: 2016
Stron: 96


Magdalena Kozioł pisze o sobie:
"Jestem kobietą, której udało się w życiu, po wielu latach poszukiwań odnaleźć pasję. Od dzieciństwa lubiłam swoją wyobraźnię, książki i uwielbiałam pisać wypracowania. Okazało się, że takie zamiłowania mogą zakończyć się pomysłem o napisaniu własnej książki, który udało mi się zrealizować dzięki wytrwałości, natchnieniu, moim bliskim i pięćdziesięciu dwóm tygodniom jednego tego roku. Na co dzień jestem żoną, mamą dwójki wspaniałych dzieci i prowadzę sklep z naturalnymi kosmetykami. Uwielbiam rozmawiać, czytać złote myśli, kocham muzykę i cieszy mnie dzielenie się moją pasją z innymi.

W książce, którą mam ogromną przyjemność przedstawić, opisałam niezwykłą historię Sally – pięknej kobiety i miłości, jaka niespodziewanie pojawia się na jej drodze i zaskakuje, jak przysłowiowy grom z jasnego nieba. Wszystko to okraszone pięćdziesięcioma dwoma kolorami życia.



Moje wrażenia:


Już drugie zdanie autorki o sobie wywołało uśmiech na mej twarzy. Od dziecka moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach, lubiłam marzyć, czytać książki i kochałam język polski. Wszelkie wypracowania, prace klasowe nie sprawiały mi nigdy trudności. Co mnie różni od Magdaleny Kozioł, to tylko to, że nigdy nie napiszę książki, zdecydowanie wolę je czytać. Na "52 kolory życia" natrafiłam przypadkiem na jakiejś stronie internetowej. Spodobała mi się okładka, zaintrygował mnie tytuł. 52 kolory? Skąd aż tyle, czy autorka je wszystkie wymieni? O czym będzie ta książka? Myśli miałam wiele... W końcu nadszedł ten dzień, książka trafiła w moje ręce. "52 kolory życia" zaskoczyły mnie swoją objętością, nie mają nawet stu stron. Każdy rozdział to jeden tydzień – jeden kolor. W pierwszym tomie mamy pięć tygodni. To o czym nam opowiada? Czy mi się spodobała? Przekonacie się już za chwilę.

W I tomie poznajemy Sally, naszą główną bohaterkę – piękną, młodą kobietą. Ma kochających rodziców, siostrę, przyjaciół, współpracowników i swojego chłopaka Tomasza – wkrótce narzeczonego. Sally kocha przyrodę i otaczający ją świat. Często prowadzi monologi, które powalają poznać nam jej myśli i charakter. Razem z Tomkiem tworzą idealną parę. Taką, którą wydaje się, że nic nie jest w stanie rozłączyć. Czy aby na pewno?

Jacek i Aneta są małżeństwem, ich owocem miłości jest mały Staś. Mieszkają nad morzem, oboje pracują. Jacek jest policjantem, zaangażowanym w swoją pracę. Małżeństwo ich nie jest jednak idealne, stopniowo oddalają się od siebie. Mają sobie wiele do zarzucenia. Ich związek zaczyna się powoli rozpadać, o czym dobrze wiedzą. Czy jest szansa, że naprawią swoje relacje? Czy obie pary mają szansę się spotkać? I jak na to spotkanie zareaguje Sally i Jacek? Czy w ogóle zareagują? Tego niestety Wam nie zdradzę...

"52 kolory życia" to debiutancka powieść Magdaleny Kozioł. Wciąga od pierwszych stron swym barwnym opisem, pobudzając tym samym naszą wyobraźnię. Każde pięć tygodni ukazane w książce, opatrzone jest kolorem: białym, pomarańczowym, niebieskim, zielonym, różowym. Każdy kolor tygodnia ma swoje uzasadnienie. Tych kolorów, jak sam tytuł mówi, będzie 52. Jestem ich bardzo ciekawa. Chętnie sięgnę po następne części, poznam dalsze przygody naszych bohaterów. Ich sylwetki również zostały ciekawie ukazane. Czytając, czułam ich emocje, przemyślenia, poznawałam ich życie. Dowiedziałam się na ich temat wielu interesujących rzeczy. Czy coś ich połączyło? Tego Wam nie powiem.

Zachęcam Was kochani do przeczytania książki. To dobra lektura na szare, deszczowe jesienne dni. Barwa jej kolorów rozświetli Wam życie, nauczy dostrzegać piękno przyrody i otaczającego świata. Polecam!





Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuję autorce – Magdalenie Kozioł.
Dziękuję również za próbki kosmetyków, pochodzących ze sklepu autorki "Pociąg do natury".






Książka bierze udział w wyzwaniu:
Dziecięce poczytania, Olimpiada czytelnicza

piątek, 21 października 2016

Anna Dąbrowska – "Nakarmię cię miłością"

Miałaś przeminąć jak jedna z pór roku...



Tytuł: "Nakarmię cię miłością"
Autor: Anna Dąbrowska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2016
Stron: 351


Opis: 

Dla kilku przyjaciółek wieczór panieński ma być przede wszystkim dobrą zabawą i odskocznią od codzienności.Warszawski klub, muzyka, alkohol i dodatkowa atrakcja – losowanie zadań, które ma wykonać każda z uczestniczek. To, które przypadnie w udziale Laurze, przykładnej pracownicy banku, okazuje się wyzwaniem równie trudnym, co ekscytującym. Pocałunek z przystojnym nieznajomym... W ten sposób dziewczyna poznaje Tobiasza, charyzmatycznego muzyka. Wypełnienie zadania doprowadza do niezwykle zaskakującego poranka, a kiepski dowcip Tobiasza wywołuje nieprzewidziane skutki.



Moje wrażenia:


Moja ulubiona książka na jesienno-zimowe wieczory. Czekałam na nią z ogromną niecierpliwością, smuciłam się z powodu przesunięcia daty premiery... Intuicyjnie jednak wiedziałam, że warto na nią czekać. Czy spełniła moje oczekiwania? Czy nie zawiodłam się na swej intuicji? Za chwilę się dowiecie...

Z twórczością autorki miałam okazję się już spotkać, kiedy zadebiutowała pod pseudonimem Laven Rose  z książką "Stalowe serce". Byłam nią zachwycona, dlatego tym bardziej ucieszyła mnie wiadomość, że pojawi się kolejna książka. Radość była tym większa, gdy dotarła do mnie informacja, iż nowa książka opatrzona zostanie imieniem i nazwiskiem autorki – Anna Dąbrowska. Kochani przy tej okazji muszę wspomnieć, iż Anna Dąbrowska bardzo prężnie działa na swoim fanpage , to właśnie na nim po raz pierwszy ujrzałam okładkę książki, która mnie zauroczyła. Równocześnie dała do myślenia – o czym będzie książka? Jak sami widzicie, na okładce prezentuje się chłopak z gitarą i wpatrzona w niego kobieta. Czy to coś znaczy? Kim oni są i czy coś ich łączy? Przyznajcie, jesteście ciekawi, co było dalej... W takim razie zacznijmy naszą przygodę razem z bohaterami. Poznajcie oto Laura Danielska i Tobiasz Karski.

Laura Danielska to młoda kobieta, spokojna i cicha pracownica banku. Spotyka się z Pawłem, ich związek nie należy jednak do udanych. Od czasów studiów przyjaźni się z Kaśką i Izą. Iza wkrótce ma wyjść za mąż. Pewnego dnia dziewczyny udają się do klubu, aby wspólnie zabawić się w jej wieczór panieński. W klubie każda z nich losuje zadania do wykonania. Właśnie te zadania zmienią całe życie Laury. Doprowadzą do poznania Tobiasza – muzyka z zespołu Bez Nazwy. Niby niewinny zakład, a odmieni życie obojga. Co takiego się wydarzy? Czy coś ich połączy? Jaki wpływ na ich życie będzie miała przeszłość każdego z nich? Czy będą szczęśliwi? Czy ich związek będzie miał szansę na przetrwanie?
Pytań jest wiele, a odpowiedzi znajdziecie w książce. Wystarczy tylko po nią sięgnąć.

Nie będę zdradzać Wam wiele szczegółów, ponieważ z całego serca zachęcam Was do przeczytania. Dla mnie książka jest po prostu rewelacyjna. Przeczytałam ją bardzo szybko, fabuła książki nie pozwalała mi się od niej oderwać. Dostarczyła mi wielu emocji, wywołała uśmiech na mej twarzy, złość, przyspieszone bicie serca. Poruszyła tematy, które często w dzisiejszym świecie są tematem tabu, o których głośno się nie mówi. Byłam zafascynowana głównymi bohaterami: Laurą i Tobiaszem, to postacie autentyczne i wyraziste. Nie raz miałam wrażenie, że stoją obok mnie i prowadzą swój dialog, że wystarczy chwila i ja też wtrącę się do ich wymiany zdań. Z ogromnym zaciekawieniem poznawałam ich przeszłość, dowiadywałam się jakie przeżycia z życia, ich ukształtowały. Dodatkowo sylwetka Tobiasza, takiego trochę niegrzecznego chłopca, przyciągała mnie jak magnes. Niejedna z Was po przeczytaniu zamarzy o takim mężczyźnie. Osobiście bardzo go lubię i uwierzcie, że już niektóre blogerki i czytelniczki się o niego spierają. Ogromnym plusem jest też to, iż autorka ukazała nam ich życie i przemyślenia z perspektywy obojga bohaterów. Na naszą uwagę zasługują też drugoplanowe postacie, które w całej historii również mają swój udział i duży wpływ na fabułę.

Koniecznie przeczytajcie. Nie będziecie żałować. Czekam z niecierpliwością na kolejne książki autorki. To, co skusicie się? Dacie się nakarmić miłością?






Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuję autorce – Ani Dąbrowskiej.













Książka bierze udział w wyzwaniu:
Olimpiada czytelnicza.