piątek, 28 października 2016

KONKURS, KONKURS


Kochani, żebyście nie mówili, że u mnie nudno, że nic się nie dzieje :) to spieszę do Was z kolejnym konkursem. Mam nadzieję, że weźmiecie w nim udział. Będzie mi przy okazji bardzo miło, jeśli zechcecie zaobserwować bloga, nie jest to jednak warunek konieczny. :)

Wracajmy do konkursu. Konkurs ten zawdzięczamy autorce "Wiązanki wierszyków dla dziewczynek i chłopczyków" , pani Dorocie Frątczak, która ufundowała dwie nagrody (oczywiście książkowe) i wymyśliła dla Was pytanie konkursowe.





Zadanie konkursowe od Autorki brzmi:

Kochani!

Zapewne doskonale wiecie, że październik został ustanowiony Miesiącem  Dobroci dla Zwierząt, które obchodziły swoje święto 4 października. Jestem przekonana, że Wasze zwierzaki doświadczają Waszej miłości na co dzień, a nie tylko od święta, za co też odwdzięczają się Wam swoją miłością.
Podzielcie się, proszę, swoim szczęściem i opiszcie krótko swoje ukochane zwierzątko.
Autorzy dwóch najciekawszych wypowiedzi zostaną nagrodzeni książeczką dla dzieci „Wiązanka wierszyków dla dziewczynek i chłopczyków”.


Regulamin konkursu:

1. Organizatorem konkursu jest właścicielka bloga Zagubieni w świecie książek.
2. Sponsorem dwóch nagród książkowych – książeczek dla dzieci "Wiązanka wierszyków dla dziewczynek i chłopczyków" jest autorka pani Dorota Frątczak
3.Odpowiedzi zamieszczajcie w komentarzach pod postem konkursowym tutaj na blogu lub na fanpage pod udostępnionym postem.
4. Konkurs trwa od dnia 28.10.2016 do dnia 05.11.2016 do godz 23.59, późniejsze zgłoszenia nie będą brane pod uwagę.
5. Wyniki zostaną ogłoszone w ciągu trzech dni od zakończenia konkursu.
6. Zwycięzca ma trzy dni na przekazanie mi swoich danych do wysyłki w wiadomości prywatnej na fp lub na email meg766@wp.pl.
7. Udział w konkursie może wziąć każdy, kto posiada adres korespondencyjny w Polsce.
8. Osoby zgłaszające się anonimowo, proszone są o podpisanie się.
9. Zgłoszenia pod postem konkursowym są jednoznaczne z akceptacją regulaminu.


Wszystko zostało powiedziane :) To co bierzecie udział? Zachęcam Was, naprawdę warto!


5 komentarzy:

  1. Ciężko mi pisać o moim ukochanym zwierzaku, gdyż nie ma go już na tym świecie. Mój czarny futrzak odszedł kilka lat temu, jednak miłość do niego, trwa we mnie do dziś. Wszyscy go kochaliśmy całym sercem, przygarnęliśmy gdy zmarznięty chodził po podwórku, gdyż uciekł od właściciela pijaka. Nie był wielkich rozmiarów, za to miał ogrom sierści. Ogrom. Nie było czasami wiadomo gdzie jest jego przód, a gdzie tył. Na oczka zachodziła mu czarna grzywa i jedyne co było widać, to jego różowy język, który cieszył się na nasz widok. To był taki pies "zaczepno-obronny". Na smyczy cwaniak zaczepiał inne futrzaki, kiedy jednak robiło się gorąco, trzeba było go bronić ;) Czasami Czarek odwiedza mnie w snach. Niestety mam w nich świadomość, że już go nie ma. Czasami zaczynam się go wtedy bać, on jednak kładzie się w oddali, grzywa delikatnie rozchodzi mu się na boki, a on przygląda mi się swoimi ciemnymi, głębokimi oczami, jak robił to zawsze kiedy się uczyłam, czytałam, trenowałam. To był najlepszy psiak na świecie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Od jakiegoś czasu mój dom był tzn domem tymczasowym dla psów. Przewinęło się przez niego kilka znajdek, zwrotów z adopcji i tak dalej, aż trafił się ON, ten JEDYNY.
    Zamiast niego miała przyjechać inny zwierzak ale wyszło jak wyszło. Z pozoru mój dom to zupełnie nie to miejsce, w którym powinien znaleźć się ten pies. Ale jednak odnalazł się tutaj idealnie. Gdy na około wszyscy się dziwili, że mamy tak wielkiego psa w takim a nie innym mieszkaniu, że to, że tamto. My stworzyliśmy z nim rodzinę idealną. I choć miał być tylko na chwilę, został z nami na zawsze. Nie byliśmy w stanie się z nim rozstać. Jeszcze żaden psiak nie nauczył mnie tyle i nie wyzwolił we mnie tylu uczuć (pozytywnych) co właśnie on. To on nauczył mnie cierpliwości o jaką siebie nigdy nie podejrzewałam, to on nauczył mnie nie przejmować się rzeczami nieważnymi, to on nauczył mnie cieszyć się drobnostkami. I choć nie ma go już z nami, nie potrafię za nim nie tęsknić każdego dnia. Mówi się, że każdy człowiek raz w życiu trafi na tego swojego JEDYNEGO psa. Dla mnie właśnie to ON był tym jedynym. I choć po wielu latach życia w schronisku i tułaczki po innych domach mogliśmy mu dać tylko niewiele ponad 3 lata życia w komforcie, cieple i spokoju, który tak uwielbiał dla mnie był najlepszy psi czas w moim życiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeszcze zostawię maila: gosia.h-m@o2.pl

      Usuń
  3. Moje ukochane zwierzątko jest rudne, ma 20 kg wagi, długi merdający ogonek, słodki czarny (z przebłyskami siwego) pyszczek i cztery długie łapki. Od 6 lat jest nieodłącznym elementem mojego życia i nie wyobrażam sobie, że kiedyś mogłoby być inaczej. Rankiem wystarczy mój jeden mały ruch w łóżku, a wierna towarzyszka mojego życia już stoi i domaga się porannych pieszczot. Doskonale wie, kiedy i jaki mam humor. Gdy jestem szczęśliwa, cieszy się razem ze mną, kiedy mi smutno i jej smutny pyszczek spoczywa na moich nogach. Kiedy spojrzę w jej cudne oczęta przychodzi mi tyle jedna myśl do głowy: czy te oczka mogą kłamać? Otóż nie! Nie mogą, one zawsze są szczere do bólu, a co najważniejsze oddane. Nasza miłość jest obustronna i bezcenna, jej nie da opisać się słowami, to trzeba przeżyć. A mowa o mojej suczce bokserce o imieniu Werwa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Opiszę kochane zwierzątko, które choroba zabrała z tego świata :( Nie był to mój kotek (a raczej kotka) i przyznam, że nigdy nie spodziewałam się, że przywiążę się tak do czyjegoś zwierzątka. Kitka (białe futerko i kolorowe łatki) była kotką mojej siostry, miała ją od małego kiciątka. Uwielbiałam jej zabawy z kulką zrobioną ze sreberka, skakanie po ścianach i odbijanie się od sufitu (niesamowite), nawet podgryzanie liści w kwiatkach. Nie mogłam napatrzeć się jak się rozciąga albo jak leży upodobniając się do sfinksa (główka w górze, łapki wyciągnięte przed siebie, jedna na drugiej). I to cudowne uczucie jak wskakiwała na kolana, chodziła w kółko szukając idealnej pozycji, zwijała się w kłębek i zasypiała. Mogłam ją tak trzymać godzinami i głaskać pod bródką słuchając uspokajającego mruczenia. Miała taki cudowny, słodziutki pyszczek. Jak na mnie patrzyła, to się rozpływałam... Zawsze chciało mi się śmiać jak siostra, robiąc obiad, odwracała się na chwilkę, a Kitka w ułamku sekundy już była na blacie gotowa jeść surowe mięsko (czasem udało jej się coś chwycić). Spędziłam z nią cudowne chwile, zostały wspomnienia. Nie będę pisać o jej chorobie, bo na tę myśl serce mi się ściska.

    OdpowiedzUsuń